Analizy

Ordynacja wyborcza: pozorna korzyść dla PiS

Fot. Anna Woźniak/ Flickr

Niepokojące jest przypisanie decyzji o wyznaczaniu okręgów komisarzowi wyborczemu. Dotychczasowy system nie budził wątpliwości, nie znajduję więc dla tego rozwiązania żadnego uzasadnienia poza politycznym. Proponowane rozwiązanie wydaje się sprzeczne z zasadą subsydiarności. Ponadto nie określono jednoznacznie, czym komisarz ma się kierować przy podziale okręgów. W skali kraju wybiera się ponad 40 000 radnych – osoby te rok przed wyborami dowiedziały się, że będą wybierane inaczej, a o granicach okręgów wyborczych dowiedzą się 55 dni przed wyborami. W ten sposób partia rządząca tylko przyczynia się do ich wrogości – wątpliwe, czy pogodzą się łatwo z „wolą suwerena”.

W przypadku przyjęcia projektu w obecnym kształcie, negatywne będą skutki wprowadzenia ordynacji proporcjonalnej w gminach. Po pierwsze nie wiadomo, czy w ogóle rozwiązanie to jest wykonalne, wielu gmin nie da się bowiem podzielić w sposób umożliwiający tworzenie okręgów co najmniej trójmandatowych. Konieczne będzie np. łączenie sołectw z przeciwległych krańców gminy, co doprowadzi do tworzenia okręgów niespójnych terytorialne. Byłby to niebezpieczny precedens. Po drugie, rozwiązanie to wprowadzi chaos – w ponad dwóch tysiącach gmin rady nigdy nie były wybierane taką metodą. Nowa propozycja całkowicie zmieni przebieg procesów politycznych – np. kluczowa rywalizacja toczyć się będzie między kandydatami z jednej listy. Należy też zwrócić uwagę na sam fakt, że JOW-y mają w Polsce wielu zwolenników – Polacy pytani w sondażach odpowiadają, że wolą głosować na indywidualne osoby, a nie na listy partyjne. Kolejnym skutkiem może być więc sprzeciw społeczny.

[PRZECZYTAJ PEŁNĄ WERSJĘ KOMENTARZA]

Jarosław Flis

Doktor socjologii, pracownik Uniwersytetu Jagiellońskiego, specjalista w dziedzinie socjologii polityki, autor książki Złudzenie wyboru.

Komentarze - Facebook

Komentarze
To Top