Analizy

Czy nowy sezon polityczny będą sponsorować literki C, B i A?

Fot. Paweł Kubala

– Ostatnie tygodnie pokazują, że ekipa Mariusza Kamińskiego przechodzi do ofensywy. Sygnały, które docierały do opinii publicznej mają jednoznacznie potwierdzać wizerunkowy przekaz: „nie będzie świętych krów”. Równocześnie minister-koordynator służb specjalnych przedstawił właśnie systemową ustawę dotyczącą jawności życia publicznego. To być może ostatni moment, by partia rządząca wróciła do korzeni: propaństwowego programu gwarantującego sanację życia publicznego. To akurat zmiana, za którą – po serii posunięć dewastujących instytucje państwa i życie publiczne – szczególnie należy trzymać kciuki. Testem dobrych intencji rządzących będzie wycofanie się z jednego szczególnie nietrafnego przepisu ustawy, który wbrew deklaracjom w praktyce ogranicza jawność życia publicznego – pisze redaktor naczelny portalu jagiellonski24.pl i członek zarządu Klubu Jagiellońskiego Piotr Trudnowski.

[PRZECZYTAJ CAŁY ARTYKUŁ]

– Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik przedstawili właśnie projekt ustawy o jawności życia publicznego. Większość zaproponowanych pomysłów wydaje się być zdecydowanie godna pochwały – ocenia Trudnowski. – Projekt ten zbiera różne propozycje pochodzące ze środowisk pozarządowych i… opozycyjnych. O ochronę sygnalistów od lat ubiegał się w Polsce nie kto inny jak Fundacja Batorego. O rejestry umów walczą od dawna społecznicy zrzeszeni w Sieci Obywatelskiej-Watchdog Polska, a w tej kadencji realne działania na rzecz ich upowszechnienia, z projektem ustawy włącznie, prezentowali posłowie Kukiz’15. Wreszcie, o naprawę oświadczeń majątkowych ubiegała się m.in. Fundacja ePaństwo, a próbę, ostatecznie nieudaną, uporządkowania legislacyjnej stajni Augiasza w tym obszarze za rządów PO-PSL podjął w Ministerstwie Sprawiedliwości Marek Biernacki – przypomina.

– Już dziś jednak wiadomo, że mimo co do zasady słusznych intencji projektodawców, nie uniknięto błędów, a co najmniej w jednym przypadku: intencjonalnego ograniczenia jawności życia publicznego! Chodzi o art. 21 ust. 2 projektu ustawy, który wprowadza możliwość odmowy udostępnienia informacji publicznej w absurdalnie zdefiniowanym przypadku „gdy wnioskodawca w sposób uporczywy składa wnioski”. W teorii ma to uniemożliwić utrudnianie działalności podmiotu obowiązanego do udzielenia informacji, w praktyce jednak stanie się pałką skierowaną przede wszystkim wobec najaktywniejszych w obszarze dostępu do informacji organizacji, społeczników i dziennikarzy. Wycofanie się projektodawców z niefortunnego przepisu będzie zatem podstawowym testem ich intencji. Jeżeli rzeczywiście chodzi o jawność życia publicznego, to organizacje obywatelskie dość łatwo powinny przekonać decydentów, że taki przepis to w praktyce krok w tył – ocenia redaktor naczelny jagiellonski24.pl.

Autor zwraca również uwagę, że spektakularne zatrzymania dokonane przez CBA w pierwszej połowie października i zaprezentowany projekt Ustawy o jawności życia publicznego rozpatrywać należy również w bieżącym kontekście politycznym.

– Od chwili objęcia prawem łaski i powołania na stanowisko ministra-koordynatora Mariusz Kamiński raczej nie należał do specjalnie widocznych w przestrzeni publicznej polityków obozu rządzącego. Wyraźna aktywizacja w ostatnich tygodniach sprawia, że nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Prawo i Sprawiedliwość postanowiło poniekąd wrócić do swoich korzeni. Walka z korupcją i systemowa naprawa państwa to przecież dwa filary, na których budowany był nieco zapomniany w ostatnich latach program IV Rzeczypospolitej – przypomina Trudnowski.

– Scenariusz najbardziej realistyczny to taki, który zakłada konieczność wykazania, że również w samym PiS są skuteczne „jastrzębie”. Pamiętajmy, że politycy dziś uchodzący za najbardziej radykalnych w obozie „dobrej zmiany” – Antoni Macierewicz, Zbigniew Ziobro czy Patryk Jaki – nie należą do najwierniejszych w otoczeniu Kaczyńskiego. Przebąkiwania o „partii ludu pisowskiego” bardziej radykalnej od PiS-owskiego mainstreamu są coraz wyraźniejsze. Kolejne przesłanki – od jawnie już antykaczyńskiej retoryki tzw. Aleksandra Ściosa, przez „wrzucenie” do debaty kwestii aneksu do raportu likwidacyjnego WSI, aż po dymisję Piotra Woyciechowskiego – zdają się świadczyć o tym, że iskrzy dziś już nie tylko między ministrem obrony narodowej i prezydentem Andrzejem Dudą. Nie sposób zatem wykluczyć, że to właśnie na okoliczność ewentualnej eskalacji sporu z Macierewiczem zabezpieczyć chce się Kaczyński. Powrót do wyrazistej antykorupcyjnej retoryki może być w tej sytuacji pomocny, bo pozwoli Prawu i Sprawiedliwości zachować najbardziej rozgorączkowanych zwolenników. Zwłaszcza jeśli okaże się, że Macierewicz ostatecznie skompromituje korzystanie z ważnego dla tej grupy „paliwa smoleńskiego”, czego zapowiedź być może słyszeliśmy w czasie ostatniej miesięcznicy. W takim manewrze przydatny może okazać się nie tylko wizerunek „szeryfa Kamińskiego”, ale także … dyskutowana od kilku dni w mediach możliwość zmiany na stanowisku premiera – zwraca uwagę członek zarządu Klubu Jagiellońskiego.

Zachęcamy do zapoznania się z pełną wersją artykułu na łamach portalu opinii Klubu Jagiellońskiego www.jagiellonski24.pl.

Komentarze - Facebook

Komentarze
To Top