Prawe Opinie

Kochająca fit-mama – czy to możliwe?

Czy można być dobrą i kochającą mamą i jednocześnie wrócić do tzw. formy sprzed ciąży i porodu? Czy można być atrakcyjną kobietą, nosząc jednocześnie ślady ciąży i porodu?

Czekam jednak z utęsknieniem na kobietę medialną, która jest gwiazdą w modelingu, w fitnessie, w tańcu, w piosenkarstwie, w czymkolwiek i która mimo przeogromnej presji środowiska, że musi być gotowa, najlepiej zaraz po wyjściu ze szpitala, bo paparazzi czekają, bo fanki zasypują pytaniami, bo firmy kontraktowe naciskają, bo ludzie od PR-u radzą, bo… która mimo to wrzuci na swój profil foto w dresie, no-make up, z dzieckiem pod pachą i napisze całemu światu: tak mi najlepiej. Czas na macierzyństwo na 100%. Wylogowuję się na jakiś czas dla tego małego człowieka. Mam wrażenie, że w świecie szołbizu, to heroiczny akt. Dlatego tak bardzo nie chciałabym być w skórze tych wszystkich mam, które oglądamy na plotkarskich stronach” – napisała dla portalu Aleteia Natalia Białobrzeska, komentując wydarzenia związane z umieszczeniem przez Annę Lewandowską swoich zdjęć na 6 tygodni po porodzie.

Anna Lewandowska, żona piłkarza Roberta Lewandowskiego, mistrzyni karate, sportsmenka, trenerka fitness, w maju urodziła Klarę. Sześć tygodni po porodzie umieściła w sieci zdjęcie z siłowni, na którym pokazuje swoją nienaganną wręcz sylwetkę, niezmiennie płaski i wyrzeźbiony brzuch. Zdjęcie wywołało skrajne emocje i różnorodne komentarze. Oczywiście, była cała rzesza fanów Lewandowskiej, którzy okazali swój podziw, aprobatę , wsparcie. Wśród fanów znalazły się jednak kobiety-mamy, dla których inspiracją jest pani Anna, a które daleko odbiegają od „ideału”, przedstawionego na zdjęciach. I to ich dotyczą szczególnie słowa krytyki skierowane przez różne osoby ze świata tzw. showbiznesu pod adresem młodej mamy.

Katarzyna Nosowska, wokalistka zespołu Hey, felietonistka „Wysokich obcasów”: „Urodziłaś miesiąc temu i jeszcze nie masz figury modelki? (…) Leżysz półprzytomna i popłakujesz, bo piersi bolą, dziecko wyje, a ty nie masz kiedy zjeść porządnego posiłku ani umyć włosów? Snujesz się w rozciągniętym dresie, bo tylko on na ciebie wchodzi (czemu ty masz nadal taki wielki brzuch?), skarżysz się, że ciągle krwawisz i boli cię nacięte podczas porodu krocze? No popatrz, a Ania Lewandowska mogła szybko odzyskać formę, radośnie i energicznie wrócić do obowiązków zawodowych i jeszcze wyglądać przy tym jak milion dolarów. A ty nie? To chyba coś z tobą jest nie tak – jesteś leniwa, rozlazła, nieogarnięta (…) – Nienawidzę tego. Szczerze i głęboko. Tego wtłaczania kobietom do głowy, że jest jeden model przeżywania macierzyństwa. Ten, w którym wszystko układa się wspaniale: zero poporodowej depresji czy choćby zwykłej bezradności i strachu. I że można to wszystko – płaski brzuch, szczęśliwa, aktywna mama – osiągnąć w pojedynkę – bez sztabu opiekunek, pomocy domowych i góry pieniędzy. Płaski brzuch nie jest wyznacznikiem szczęśliwego macierzyństwa. Ani niczego innego, choć to też nam wmawiają”.

W mniej ironicznym tonie, ale nie mniej krytycznym swoją opinię wygłosiła Paulina Młynarska, dziennikarka, prezenterka radiowa i telewizyjna: „Kochane kobiety, młode mamy! Mam nadzieję, że tego nie kupujecie. Po pierwsze, Anna Lewandowska jest zawodową sportsmenką, więc jej ciało dysponuje zupełnie innymi niż u zwykłych babek, przez lata wypracowanymi na treningach możliwościami. Po drugie, każda z nas ma własne tempo powrotu do formy po porodzie i niech Was bogini broni wymuszać na sobie cokolwiek w tym czasie. Po trzecie, to dzidziuś potrzebuje Waszego czasu i uwagi, a nie Facebook ani Insta. Po czwarte, to jest biznes, który Was wkręca w nierealistyczne oczekiwania od samych siebie, szkoda Waszego życia na próby sprostania im. Dajcie spokój, bądźcie dobre dla siebie, dzidziusia i tatusia, idźcie na spacer, pośpijcie po południu, a kiedy poczujecie potrzebę, porozciągajcie ciało, albo popływajcie. Kilogramy znikną za jakiś czas. Nie da się równocześnie kwitnąć i owocować’’.
Słowa Młynarskiej wywołały falę sprzeciwu i oskarżeń, że ona sama krytykuje Lewandowską, co dało asumpt do podkreślenia przez dziennikarkę, że Lewandowskiej nie krytykuje, ale krytykuje „tylko durne media, które szaleją na punkcie tych „płaskich brzuszków” w tydzień po porodzie”.

Do grona krytyków zamieszczania tego typu zdjęć w internecie dołączył również bloger i poeta, Marcin Zegadło: „Cieszę się, że Anna Lewandowska jest w formie. Zastanawiam się tylko czy ta informacja ma dobry wpływ na wszystkie te kobiety, które miesiąc po porodzie nie wróciły do pracy. Nie tylko dlatego, ponieważ nie wyrażały takiego życzenia, ale również z innych powodów. Na przykład nie do końca od nich zależnych. Na przykład dlatego, że nie skacze wokół ich dziecka tabun opiekunek, które na zmianę zabierają bobasa na spacer w wózeczku w cenie kawalerki. Na fotografii Anna Lewandowska z płaskim jak stolnica brzuchem. Jakby ciąża była odległą przeszłością, a nie wydarzeniem sprzed kilku tygodni. Cieszę się że pani Anna tak szybko odzyskała swój przedciążowy wygląd. Nie wiem tylko czy jest to budująca informacja dla wszystkich tych kobiet, które takiego wyglądu nie odzyskują w tempie, w którym mąż Anny Lewandowskiej wpada w pole karne. Nie wiem czy jest to budujący komunikat dla kobiet, których waga nie spada o dwadzieścia kilogramów w dwanaście godzin, a ich ciało nie przypomina anorektycznych figur celebrytek, których sylwetki zmierzają bardziej w stronę sylwetek czternastoletnich chłopców niż dwudziestokilkuletnich kobiet (…) Uważam jednak, że nie ma absolutnie nic złego w pozostaniu w domu miesiąc po porodzie, nie ma nic złego we wzroście wagi, której nie udaje się zbić w trzy doby od rozwiązania, nie ma nic złego w fatalnym samopoczuciu, jakże odległym od promiennego uśmiechu rzeczonej Anny, i nie ma niczego złego w tym, że ciało kobiety po porodzie przypomina ciało kobiety po porodzie, a nie dla przykładu kobiecą postać z okładki SHAPE, na której nowo przyjęty grafik zademonstrował cały wachlarz możliwości programu Photoshop, która to kobieca postać oświadcza nam właśnie, że jest wiecznie młoda i nieśmiertelna. Czas najwyższy to wyjaśnić: zdecydowanie nie jest! Dlatego zasadniczo nie przejmowałbym się Anną Lewandowską na siłowni. Wciągnąłbym raczej pół litra lodów czekoladowych i cieszył się urlopem macierzyńskim. Taka jest sytuacja”.

Tę ostatnią wypowiedź jasno popiera Natalia Białobrzeska, felietonistka, mama dwójki dzieci, żona Macieja Białobrzeskiego, z którym do niedawna prowadziła kanał na YouTube i profil na FaceBooku „Drużyna B” (teraz prowadzi go przede wszystkim sama). Nie bierze udziału w wylewaniu fali hejtu na Lewandowską. Stwierdza, że powinniśmy się cieszyć z kondycji młodej mamy, jednocześnie jednak z jej felietonu dla polskiej edycji portalu Aleteia wypływa główna myśl: wizytówką kobiety jako matki są ślady, które ciąża i poród pozostawiły na jej ciele, umyśle i organizmie, a co najważniejsze – nie należy ich zwalczać za wszelką cenę, ale pokochać nową siebie, wybaczyć sobie nadmiar kilogramów i skupić się na tym, co najważniejsze. A co jest najważniejsze? Dobro dziecka i rodziny. Miłość małżeńska i rodzicielska.

„Nie musisz być entą wersją fit mamy, a po twojej kuchni nie musi krzątać się podróbka Roberta Lewandowskiego. W życiu nie chodzi o odtwarzanie czyjegoś życia, ale o przeżycie własnego. Możesz pozwolić sobie na dres, no-make up, dziecko pod pachą i poczucie, że tak Ci najlepiej. Jeśli tak właśnie jest. Możesz oczekiwać od tego, któremu ślubowałaś, odrobiny poezji w małżeństwie. I kubełka lodów. To dobry początek na szczerą rozmowę” – pisze Białobrzeska.

Źródło: aleteia.org, plotek.pl, viva.pl

Komentarze - Facebook

Komentarze
To Top