Wywiady

[WYWIAD] Dr Bawer Aondo-Akaa: Miłość przedniejsza niż wino!


Doktor Bawer Aondo-Akaa od ponad trzech lat jest żonaty. Przypominamy wywiad którego udzielił zaledwie kilka dni przed zawarciem związku małżeńskiego. O żyjącym Bogu, zwyciężaniu świata, zmaganiu z cierpieniem i miłości przedniejszej niż wino – z nowoczesnym rycerzem, w ostatnich dniach kawalerskiego stanu – rozmawiał wtedy Krzysztof Reszka.

Bawer, dwa lata temu w wywiadzie dla Gościa Niedzielnego, podzieliłeś się z czytelnikami tym, że masz trzy pragnienia: pierwsze naukowe – by rozwijać pasje teologiczne, drugie polityczne – by służyć społeczeństwu jako poseł, a trzecie osobiste by się ożenić i założyć rodzinę. Jak wygląda realizacja tych planów?

Po tym jak udzieliłem wywiadu dla Gościa Niedzielnego, ludzie mówili, że najtrudniejsze do zrealizowania jest marzenie trzecie – możliwość założenia przeze mnie rodziny.  Każdy mógłby sądzić, że z racji mojej niepełnosprawności, problemów z mową,  problemów z poruszaniem się – żadna dziewczyna nie odważy się ze mną być. Przecież nie mówimy tu o byciu z kimś przez miesiąc, ale przez całe życie. Ja nie potrafię nawet przejść z jednego pokoju do drugiego. Tu nie chodzi o opiekę nad niepełnosprawnym, ale o to by wejść  z nim w relacje, stać się żoną, razem zamieszkać i wzajemnie sobie pomagać.  Jednakże – dzięki Bogu  – pod koniec  2011 r.  na wyjeździe sylwestrowym z Kliką – Katolickim Stowarzyszeniem Osób Niepełnosprawnych i Ich Przyjaciół, poznałem Grażynkę. Ona pojechała tam ze swoją siostrą i z niepełnosprawną przyjaciółką. Tam się poznaliśmy i zaczęliśmy być razem.

Zdjęcie użytkownika "Klika" - Katolickie Stowarzyszenie Osób Niepełnosprawnych i Ich Przyjaciół.

Jakie teraz wyznaczasz sobie cele i priorytety?

Obecnie moim celem i powołaniem, które Pan Bóg pozwolił mi odczytać i które da mi szczęście – bo On chce abyśmy byli szczęśliwi – jest życie małżeńskie. Życie z drugim człowiekiem i dla drugiego człowieka. Moim priorytetem jest ślub i założenie rodziny, opiekowanie się Grażynką, pomaganie, wspieranie jej do końca życia.

Jak sobie poradzicie z przeszkodami związanymi z twoją niepełnosprawnością? Czy twoja żona będzie cię dźwigać np. do wanny?

(Śmiech) Niedawno zaopatrzyliśmy się w podnośnik, który da radę udźwignąć do 160 kg, a ja ważę ok. 65 kg, więc z dźwiganiem mnie nie będzie żadnego problemu.

Od dwóch lat jesteś abstynentem – co cię skłoniło do takiej decyzji? Jak się z tym czujesz? Planujesz to kontynuować?

Jeśli ktoś mi zadaje to pytanie to najczęściej na imprezach suto zakrapianych alkoholem, kiedy wszyscy mówią: Napij się! Wtedy odmawiam i mówię że jestem abstynentem. Kiedy tłumaczę dlaczego, zazwyczaj ktoś kręci nosem lub się śmieje. Ale są ludzie, którzy rozumieją moją decyzję. Wynika ona z trzech powodów. Na początku powód był taki, że 30 czerwca A.D. 2011, umarła moja mama i przeżywałem żałobę, a więc nie piłem w ogóle. Później pomyślałem, że skoro poznałem Grażynkę, która jest harcerką i też nie pije, to będę się z nią solidaryzował. Trzeci powód jest taki, że alkohol w naszym społeczeństwie powoduje wielkie spustoszenie. Z moją decyzją czuję się wspaniale, ponieważ na imprezie nie muszę pić, aby się dobrze bawić. Czuje się wolny i szczęśliwy!

Co jeszcze trzeba robić Twoim zdaniem, aby być szczęśliwym?

Żeby być szczęśliwy w życiu, trzeba słuchać głosu Pana Boga, który jest najbardziej ukrytym i cichym głosem. Pan Bóg się nie narzuca nikomu z nas. On nie chce być jak totalitarny władca czy podglądacz, jak Big Brother. Wprawdzie wszystko widzi, ale chce dać nam wolność, nie chce zmuszać.  Należy za nim iść. Chce nas zaprosić abyśmy weszli w Jego miłość i nawiązali z Nim relację.

Jak nawiązać relację z kimś kogo nie widzimy? Niektórzy nawet nie wierzą, że istnieje…

Ja na początku bym radził jedną rzecz. Jeśli nie możesz, czy nie potrafisz się modlić, powiedz: „W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego” – i idź spać. Albo powiedz: „Panie Boże, nie wiem jak się modlić, nie umiem się modlić, czy nawet nie chcę się modlić, ale wkraczam w Twoją obecność, wiem że jesteś, chcę abyś działał w moim życiu, bo Cię kocham, a przynajmniej wiem, że Ty mnie kochasz”. Grażynka opowiadała mi o człowieku, który zaczął chodzić do kościoła, bo przyjął takie „postanowienie”. Przychodził do kościoła i po prostu klękał, czasem nawet rozwiązywał tam zadanie. Może się to wydać niegodne, bo nie po to się chodzi do kościoła żeby tam odrabiać lekcje. Ale później zaczął się tam modlić, odmawiał różaniec i łaska Pana Boga go odmieniła. Teraz jest zakonnikiem i pracuje
z prostytutkami. Pomaga im wyjść z tego procederu i rozpocząć nowe życie.

Niektóre osoby obawiają się, że gdy zwiążą się z Panem Bogiem, to On narzuci im pewne wybory, ograniczenia, obawiają się cierpienia…

Niektórzy rzeczywiście boją się tego, że Pan Bóg zmieni im styl życia i ich zniewoli. Jednakże nasza przemiana nie wychodzi arbitralnie od Pana Boga, to nie jest przymus.  Dobrze to ujął mój wykładowca dr hab. Marek Kita – jeśli kochasz jakąś osobę, np. masz dziewczynę to nakłada to na Twoje życie pewien wymóg.  Jeśli umówisz się z nią na 9 rano, to wstaniesz wcześnie, wykąpiesz się, ładnie się ubierzesz i się nie spóźnisz. Nikt nie musi cię do tego namawiać. Ja tak samo jestem abstynentem bo chcę się solidaryzować z moją narzeczoną. Nie jest to dla mnie żaden problem, a wręcz jestem z tego powodu szczęśliwy. Tak samo człowiek zmienia swoje życie, jeśli kocha Pana Boga. Będzie chciał chodzić na Mszę Świętą nawet codziennie, aby spędzić z Nim czas i jednoczyć się z Nim. To On daje nam życie, istnienie, On jeszcze przed stworzeniem świata każdą i każdego z nas zapragnął, ukochał i przeznaczył dla siebie na córkę lub syna. On nas zaprojektował i wie jak nas uszczęśliwić. Chrystus powiedział że On jest jak krzew winny, a my jak latorośle. Latorośl tylko wtedy może żyć w całej pełni i wydawać owoce jeśli trwa w winnym krzewie.

Zdjęcie użytkownika Grażyna Aondo-Akaa.

Co doradziłbyś osobom, które wierzą w Pana Boga, ale nie czują Jego obecności, nie potrafią się w tym odnaleźć?

Ja bym polecał jedną rzecz – mówić do Pana Boga szczerze i prawdziwie, nawet wykrzyczeć to: „Panie Boże nie czuję Twojej obecności, gdzie jesteś?! Chcę Cię poznać, chcę Cię kochać”. I to wystarczy. Pan Bóg ci się objawi. Ale nie tak jak myślisz, nie będzie żadnych „fajerwerków”, ale Ty Go odnajdziesz. Niekoniecznie należy skupiać się tylko na emocjach. Także nasz rozum jest światłem danym nam od Boga. W XX wieku ludźmi którzy dochodzili do Boga przez światło rozumu byli m.in. C.S. Lewis i G. K. Chesterton. Ty Go odnajdziesz – może nie od razu, ale wcześniej czy później Go spotkasz. Pan Bóg jest wolny, zawsze chce się nam objawiać, ale nie zamykajmy Go w nasze ramy czy schematy myślowe.  On powiedział w Księdze Jeremiasza: Będziecie mnie szukać i znajdziecie Mnie, albowiem będziecie Mnie szukać z całego serca (Jr 29,13).

Ale jak Go poznać? Skąd wiedzieć jaki On jest?

To całkiem prosta rzecz, idźmy do Pisma Świętego, tam ukazał siebie takim jaki jest. Czytajmy Jego Słowo i wsłuchujmy się w głos naszego sumienia. Bóg w pełni objawił się w swoim Synu, Jezusie Chrystusie, o którym czytamy na kartach Ewangelii.

Jak zdołałeś odnaleźć Pana mimo ogromu absurdalnego cierpienia, jakiego doznałeś w życiu?

Moim zdaniem moje cierpienie nie jest absurdalne, ponieważ paradoksalnie to ono również prowadzi mnie do Boga Ojca, dzięki łasce Ducha Świętego. Jego łaska pozwala mi spojrzeć na celowość mojego cierpienia, a także na jego sens. Pomimo mojej niepełnosprawności, ukazuję ludziom, jak można radzić sobie, żyć godnie i prowadzić ich również do Boga. Nie tylko w chwilach kiedy są oni szczęśliwi, gdy mają wszystkiego pod dostatkiem, ale także tych, kiedy praktycznie nie mają niczego, nawet własnego zdrowia.

Jak teraz realizujesz swoje pasje polityczne i teologiczne? Czy nadal uczestniczysz w życiu społecznym i intelektualnym Krakowa?

Oczywiście! Jestem na trzecim roku studiów licencjacko-doktoranckich i będę bronił licencjat kościelny w październiku. Planuję dalej zostać na uczelni. Ostatnio dostałem się na staż do kwartalnika Pressje w którym wykonuje pracę redakcyjne i również piszę eseje.

Zdjęcie użytkownika Bawer Aondo-Akaa.

Co doradziłbyś młodym mężczyznom u progu dorosłego życia, którzy zastanawiają się nad małżeństwem?

Pierwsza sprawa – modlitwa to podstawa. Druga sprawa to działanie. Jeśli ktoś miał ojca „z prawdziwego zdarzenia”, to on nauczył go jak być mężczyzną i sprawa jest lżejsza. Jak ktoś nie miał ojca to zawsze jest nadzieja, którą jest Jezus Chrystus. To On potrafi uleczyć każde nasze zranienie. Nie tylko cielesne, ale również zranienia psychiki i duszy. On potrafi zapalić w młodym chłopaku iskrę mężczyzny, bądź w młodej dziewczynie iskrę kobiety. Trzeba wiele się uczyć od Pana Jezusa, od mądrych przyjaciół, czytać dobre książki. Tutaj polecałbym książkę Josha McDowella  pt. „Tajemnica Miłości”, która jest dostępna w Internecie legalnie i za darmo. Warto modlić się o kobietę, o rozeznanie swojego powołania. Moi przyjaciele wraz ze mną modlili się o dobrą żonę dla mnie i spotkałem taką dziewczynę, że lepszej nie potrafiłbym nawet sobie wymarzyć . Nie chodzi o to aby szukać kobiety idealnej, ale taką z którą będzie można wspólnie wędrować przez trudy życia do domu Ojca w niebie. Nie chodzi o to abyś Ty był zawsze perfekcyjny dla niej ani ona dla Ciebie. Chodzi o to abyś ty jako mężczyzna pomagał jej zawsze zbliżać się do Pana Boga. Żeby mogła się z Nim zjednoczyć – wtedy właśnie będziesz dla niej najlepszy. Chodzi o to abyście wy razem patrzyli na krzyż Chrystusa. Mam na myśli wiele sfer życia, ukierunkowanie swojego ducha, swych myśli i emocji na Pana Boga. Trzeba dostrzegać we współmałżonku Chrystusa i to nieraz Chrystusa  cierpiącego. Nasza miłość, tutaj na ziemi nieraz wiąże się z cierpieniem. Na przykład twoja ukochana może ulec wypadkowi i być do końca życia na wózku inwalidzkim lub w ogóle sparaliżowana. Mężczyzna ma wtedy dwa wyjścia – albo uciec i zostawić swoją żonę jak tchórz, albo z nią zostać i jej pomagać, kochać ją prawdziwie. O to też chodzi w „spoglądaniu na krzyż Chrystusa” aby patrzeć Jego oczami na drugiego człowieka. A ten krzyż na ścianie, ma w tym pomagać i przypominać.

A co wtedy gdy uczucie się wypali i dwoje ludzi zastanawia się czy w ogóle jest sens dalej trwać w małżeństwie?

Kwestia jest dużo głębsza, bo miłość nie opiera się na uczuciach. Gdyby opierała sie na uczuciach, to nie można by jej ślubować, bo naiwnością było by publicznie obiecywać, że np. za 30 lat będę odczuwał tak samo jak dziś. Nie wiem co będę czuł i nie jestem w stanie przewidzieć. Małżeństwo jest żywą ikoną relacji Chrystusa i Kościoła. Miłość opiera się na decyzji, wciąż na nowo podejmowanym wyborze, by troszczyć się o drugiego człowieka, wspierać jego rozwój duchowy, intelektualny, fizyczny i społeczny oraz chronić przed tym co szkodliwe. A uczucia wynikają poniekąd z naszych działań. To nie jest tak, że pewnego dnia budzisz się rano i stwierdzasz: „O! Nie kocham mojej żony!”.  Nie stary – ty chyba nie dbałeś o to aby wasza więź wciąż się rozpalała.  Jak byłem w liceum, słyszałem od pani psycholog, że mężczyzna jest jak piec z którego ogień buchnie, ale szybko zagaśnie. A kobieta jest jak piec który pali się długo, choć nie od razu pełnym ogniem. Chodzi o to aby wraz z kobietą wciąż rozpalać sie nawzajem i cięgle na nowo dokładać do ognia aby płomień był cięgle żywy. Ciągle pełny. Skończmy z teoretyzowaniem a przejdźmy do konkretów. Wstajesz rano i widzisz swoją żonę. Kupujesz róże i wręczasz jej gdy się obudzi. To jest dla niej ważny symbol, że jesteś wierny w miłości, że ci zależy. Wtedy twoja kobieta jest szczęśliwa i ona też zrobi ci niespodziankę, np. przygotuje najlepszą kawę na świecie. Albo zagracie w grę planszową którą naprawdę lubicie. A to dopiero początek… Przypomina mi się konferencja, na której chrześcijański lekarz, Henryk Wieja, zainspirowany fragmentem z szóstego rozdziału Księgi Kapłańskiej, nauczał, że mężczyzna w małżeństwie musi być jak kapłan, który każdego ranka wstaje i dokłada drwa, aby ogień stale płonął na ołtarzu i nigdy nie wygasał. Trzeba cały czas pielęgnować miłość w małżeństwie, bo ona jest odblaskiem miłości Bożej. Jak pisał św. Ireneusz – chwałą Boga jest człowiek żyjący!

 

Co doradziłbyś młodym kobietom, które nie akceptują  swojego ciała, wyglądu, tak że wręcz czują się niewolone przez kompleksy, obawy, niepewność?

Rzecz jest złożona. Jeśli ojciec jest dla małej dziewczynki w ogóle nieobecny, np. pracuje za granicą, a jak wraca to się nie odzywa, lub co gorsza ojciec jest katem, lub dopuszcza się molestowania seksualnego, to córka ma wypaczony obraz samej siebie, ale też wypaczony obraz mężczyzn.  Źle jest, gdy córka nigdy nie usłyszała od taty, że jest piękna. Ale można przezwyciężyć wiele trudności i problemów, bo mamy Chrystusa. On panuje nad wszystkim, nad istotami niebiańskimi, ziemskimi i podziemnymi. Także nad naszym ciałem i psychiką. Proponowałbym pomóc sobie. Po pierwsze – modlitwa.  Ja bym się pomodlił: „Panie Boże zostań moim Ojcem… nie miałam nigdy ojca,  jak miałam to był katem dla mnie”. Nawet powiedzieć, że go nienawidzę, ale chce mu wybaczyć. Przebaczenie naprawdę uzdrawia człowieka psychicznie. A psychika wpływa na ciało. Tak więc polecałbym się modlić bo dzięki Panu Jezusowi, jesteśmy córkami i synami Boga. A więc On jest naszym Ojcem. Modlimy się przecież: „Ojcze nasz”. To nie jest żadna ściema, jakby powiedziała młodzież, żadne kłamstwo czy chwyt retoryczny, tylko to jest prawda. Polecałbym modlić się słowami: „Jesteś moim Ojcem” – tyle na początek wystarczy. Po drugie radziłbym udać się do poradni.
W Krakowie jest świetna poradnia psychologiczna – Dzieło Pomocy św. Ojca Pio, u Kapucynów przy ul. Loretańskiej. Tam mężczyźni i kobiety mogą uzyskać wsparcie i pomoc. Niektórzy szukają pomocy, ale obawiają się iść do poradni aby nie zostać zaszufladkowanym jako „wariat”. A właśnie niesłusznie! Jeśli choruje twoje ciało to gdzie idziesz? Do lekarza. Jeśli choruje twój duch – idziesz do księdza. A jeśli twoja psychika – idziesz do psychoterapeuty. Nie bójmy się tego, to jest normalne. Chciałbym jeszcze dodać, że problemy z samoakceptacją, nie muszą wynikać z błędu naszego ziemskiego taty. Bywa że wspaniali i zaangażowani ojcowie troszczą się o dzieci i wspierają je, ale one ulegają presji mediów i rówieśników. Należy bardziej słuchać Boga niż ludzi. Trzeba uświadomić sobie, że często większość ludzi się myli i należy dobierać sobie mądrych przyjaciół, którzy będą nas wspierać, ale także zwrócą nam uwagę, dla naszego dobra.  Pismo Święte często chwali ludzi, którzy nie ugięli się pod presją świata. Na przykład gdy faraon kazał mordować hebrajskich chłopców, położne nie wykonywały tego rozkazu bo bały się Boga i ratowały niemowlęta. Nierządnica Rachab przeciwstawiła się całemu swojemu miastu i uwierzyła w Boga, przez co ocaliła swoich krewnych, wyszła za mąż za Izraelitę i weszła do rodowodu Pana Jezusa. Kiedy wszyscy ludzie byli zmuszani by oddawać pokłon posągowi króla babilońskiego, prorok Daniel z towarzyszami, postanowiali kłaniać się tylko Bogu i nikomu więcej. Wcale się nie bali króla. Druga Księga  Machabejska opowiada o matce i siedmiu braciach którym obiecywano władzę, bogactwo i zaszczyty, byle tylko wyrzekli się swojego Boga i narodu. Nie dali się ani przekupić, ani zastraszyć. Spokojnie i odważnie wybrali tortury i śmierć, bo ufali, że Pan Bóg odda im ciała podczas zmartwychwstania. A my czasami nadajemy zbyt wielkie znaczenie temu co mówią ludzie, a lekceważymy to co mówi Bóg. W psalmie 139. jest napisane, że jesteśmy cudownie stworzonym, godnym podziwu dziełem Pana Boga. On uznał nas za tak bardzo cennych i wartościowych, że Jezus Chrystus zdecydował się przecierpieć potworną mękę krzyża i wykupić nas z niewoli grzechu własną Krwią. Umarł za nas i zmartwychwstał, abyśmy też zmartwychwstali, bo Pan Bóg chce abyśmy żyli z Nim w wiecznej chwale.

Jakie jeszcze są twoje plany i marzenia?

Jedno marzenie niedługo się spełni – po ślubie zamieszkam w jednym mieszkaniu z Grażynką. Już właśnie kupiliśmy mieszkanie i gdy będziemy małżeństwem, zamierzamy się tam wprowadzić. Planuję znów w przyszłości wystartować w wyborach parlamentarnych. A trzecie marzenie to doktorat z teologii. Napisałem już pracę licencjacką na temat praw i godności osób niepełnosprawnych w nauczaniu bł. Jana Pawła II. Mój doktorat będzie pogłębieniem tej refleksji. Zamierzam ukazać te zagadnienia w kontekście relacji państwo-Kościół.

INFORMACJA: Bawer Aondo-Akaa (ur. 1985 r.) jest synem Polki i Nigeryjczyka.  Od okresu niemowlęctwa jest niepełnosprawny. Jako wcześniak zachorował na żółtaczkę. Niestety, nie została ona od razu wykryta i doprowadziła do bakteryjnego zapalenia opon mózgowych, w wyniku którego ma problemy z poruszaniem się i trochę z mówieniem. To, że żyje, jest cudem. Zdecydowana większość niemowlaków z taką chorobą umiera. W 2011 r. obronił magisterium z teologii na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II.   W tym samym roku rozpoczął studia licencjacko-doktoranckie i kandydował do Sejmu – o czym rozpisywano się w lokalnej prasie.  26 października A.D. 2013 Bawer i Grażyna zawarli święty i nierozerwalny związek małżeński. Ceremonia odbyła się w Bazylice oo Dominikanów w Krakowie, gromadząc ogromną liczbę krewnych, przyjaciół i znajomych. Bawer zaangażował się w działalność organizacji opiniotwórczych i społecznych, takich jak: KLIKA  –  Katolickie Stowarzyszenie Osób Niepełnosprawnych i ich Przyjaciół, Prawica Rzeczypospolitej, Klub Jagielloński czy Fundacja Pro – Prawo do Życia.
21 października A.D. 2015 obronił rozprawę doktorską z katolickiej nauki społecznej pt. „Realizacja naturalnej i nadprzyrodzonej misji osób niepełnosprawnych w Kościele i społeczeństwie”.

Komentarze - Facebook

Komentarze
To Top