Wywiady

Piłka: Jesteśmy krajem bezbronnym

Fot. Piotr Babisz

– Dziś polska armia liczy niecałe 100 tys. żołnierzy, z czego żołnierzy operacyjnych niewiele więcej niż 30 tys. Właściwie można powiedzieć, że jesteśmy krajem bezbronnym – uważa Marian Piłka, wiceprezes Prawicy Rzeczypospolitej, przewodniczący Klubu Prawicy Rzeczypospolitej w Sejmiku Województwa Mazowieckiego.

Parę miesięcy temu, w czasie debaty budżetowej zaproponował Pan na łamach „Rzeczpospolitej” podniesienie wydatków obronnych do 3%. Teraz o tym samym mówi Kaczyński. Jest Pan zadowolony z realizacji swojego postulatu?

Złożyłem tą propozycję w czasie debaty budżetowej i w czasie debaty nad przywróceniem niższego wieku emerytalnego. Zwracałem uwagę na wzrost zagrożenia konfliktem międzynarodowym i możliwymi zagrożeniami dla Polski. W takiej sytuacji trzeba zdecydowanie wzmocnić nasze możliwości obronne. Oznacza to nie tylko uprawianie retoryki obronnej, co czyni minister Macierewicz, ale przede wszystkim zbudowanie silnej armii, która będzie liczyła 150 tys. żołnierzy operacyjnych. Dziś polska armia liczy niecałe 100 tys. żołnierzy, z czego żołnierzy operacyjnych niewiele więcej niż 30 tys. Właściwie można powiedzieć, że jesteśmy krajem bezbronnym. W tej sytuacji nakazem chwili jest budowa silnej armii. Oprócz wielu innych zadań, najważniejszym jest zwiększenie wydatków obronnych. Polska ma ograniczone możliwości, bowiem mamy już bilonowe zadłużenie i dalsze jego zwiększanie zagraża naszemu bezpieczeństwu gospodarczemu. W tej sytuacji tylko rezygnacja z kosztownego obniżenia wieku emerytalnego mogłaby dać możliwość podniesienia wydatków. Natomiast zwiększenie zadłużenia nie tylko zwiększa dług publiczny, ale doprowadziłoby do radykalnego podniesienia kosztów obsługi dotychczasowego długu. Oznacza to, że wzrost wydatków obronnych może odbywać się tylko w ramach dotychczasowego deficytu. Natomiast Kaczyński mówiąc o wzroście nie mówi jak go sfinansować. Myślę, że jak wiele jego wypowiedzi, nie jest to propozycja poważna. Ma ona tylko charakter marketingowy i wizerunkowy. Nic więcej. Ponadto Kaczyński mówi o budowie europejskiego „supermocarstwa”, czy też „supermocarstwa atomowego” i stworzeniu armii europejskiej. Te słowa w rzeczywistości oznaczają poparcie dla budowy europejskiego superpaństwa i wyprzedaż polskiej suwerenności. Stworzenie armii europejskiej oznacza bowiem w rzeczywistości oddanie Niemcom za pośrednictwem instytucji europejskich kolejnego elementu naszej suwerenności. To są bardzo groźne plany polityczne.

Obok problemu obronności, ważną dla polski kwestią jest sprawa kryzysu demograficznego. Minister Rafalska jest zadowolona z efektów programu 500+ i zapowiada, że w tym roku urodzenia mogą być na poziomie 400-420 tys. rocznie. Czy pan podziela ten optymizm?

Oznacza to porażkę programu 500+. Dopiero wzrost urodzeń powyżej 500 tys. dzieci da szansę na przezwyciężenie katastrofy demograficznej. W ubiegłym roku urodziło się o 16 tys. dzieci więcej, niż w 2015 i nawet jeżeli w tym roku wzrost urodzeń będzie powyżej 400 tys. to ten wzrost nie zmienia generalnie tendencji spadkowej. Taki bowiem wzrost urodzeń nie powoduje odtwarzalności pokoleń. Problem w tym, że program 500+ został wprowadzony zdecydowanie za późno. Ta koncepcja była w programie wyborczym PiS w 2005 roku. To nasze środowisko zabiegało o to, żeby wprowadzić politykę prorodzinną. Niestety, po wyborach Jarosław Kaczyński w sposób nieodpowiedzialny wyrzucił ten program do kosza. W 2007 roku wbrew PiS przeforsowaliśmy w Sejmie dużą ulgę podatkową. Jednak ona była pięciokrotnie mniejsza od wsparcia programu 500+. Mimo tego w ciągu następnych trzech lat nastąpił wzrost urodzeń o około 30 tys. dzieci. Gdyby dziesięć lat temu wprowadzono tą koncepcję w życie to prawdopodobnie nie tylko udałoby się przekroczyć poziom urodzeń powyżej 500 tys., ale także ta pomoc zatrzymałaby w Polsce wielu tych, którzy zdecydowali się na emigrację. Dziś natomiast jesteśmy w sytuacji wychodzenia roczników wyżu demograficznego z przełomu lat 70/80 z okresu reprodukcyjnego i dlatego też nie należy się spodziewać, że obecnie nastąpi zasadniczy wzrost urodzeń. Prawdziwe przywództwo polega na podejmowaniu właściwych decyzji we właściwym czasie. Kaczyński po prostu nie podjął właściwych decyzji w 2005 roku i będziemy jako społeczeństwo musieli ponosić konsekwencje jego nieodpowiedzialności. Katastrofa demograficzna w całej rozciągłości ujawni swój złowrogi charakter za mniej więcej 10 lat, kiedy całe pokolenie wyżu lat 50-tych znajdzie się na emeryturze, na którą nie będzie komu pracować.

W zeszłym tygodniu środowiska Kukiz’15, Wolności, Polski Razem Jarosława Gowina i Republikanów zawiązały na Pomorzu Koalicję dla Gdańska i zapowiadają tworzenie wspólnych list w wyborach samorządowych. Jak Prawica Rzeczypospolitej zapatruje się na takie projekty?

Nie ulega wątpliwości, że trzeba budować porozumienie prawicy na prawo od PiS. Musi to być porozumienie o charakterze merytorycznym i programowym.

14 lutego w Warszawie odbędzie się protest przeciwko CETA. Dlaczego zamierzacie Państwo wtedy protestować?

CETA to zagrożenie dla polskiej suwerenności, zagrożenie dla naszego rozwoju gospodarczego, a także dla naszego bezpieczeństwa żywnościowego. W ramach tej umowy państwa Unii Europejskiej praktycznie godzą się na wyjęcie międzynarodowych korporacji spod swojej jurysdykcji. CETA przyznaje także tym korporacjom prawa do zaskarżania państw przed międzynarodowymi sądami o tzw „utracone korzyści”. To oznacza, że jak na przykład państwo będzie chciało podnieść płacę minimalna, czy chronić społeczeństwo przed szkodliwymi substancjami, to będzie musiało zrekompensować potencjalnie utracone korzyści danej korporacji. To jest zagrożenie zarówno dla suwerenności państwowej, jak i dla demokratycznego procesu ustawodawczego. Niestety obecny rząd tak jak poprzedni popiera CETA. W zakresie polityki unijnej właściwie, jak pokazała to ratyfikacja traktatu lizbońskiego, a teraz CETA mamy do czynienia z tożsamością polityki PO-PiS.

Komentarze - Facebook

Komentarze
To Top