Idiotyzmu Feminizmu

Idiotyzmy feminizmu (cz. 1)

Przez wielu feminizm jest postrzegany jako cudowna droga wybawienia uciemiężonych kobiet. Feministki to światło promieniejące mimo powszechnego zacofania. Na podstawie poglądów, głoszonych przez feministki, narosło krocie stereotypów, niedopowiedzeń, nieporozumień
i kłamstw. Rozprawia się z nimi Magdalena Żuraw w książce „Idiotyzmy feminizmu” (wyd. Fronda).

„Czy antyfeminizmem jest tzw. zdrowy feminizm, akceptujący zasadniczo postulaty równouprawnienia i równości płci, lecz sprzeciwiający się ideologicznym szaleństwom radykałów?” – pyta Magdalena Żuraw, absolwentka wydziału filozofii Uniwersytetu im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego, publicystka. W swojej książce krok po kroku rozprawia się z hasłami głoszonymi przez feministki, dowodzi ich niespójności oraz tego, że nierzadko są oparte na fałszywych przesłankach i zmanipulowanych danych. Porusza kwestie takie jak m. in. aborcja, molestowanie seksualne, działalność w sferze szeroko pojmowanej kultury (film, muzyka, literatura), in vitro, katolicyzm, islam, prawa kobiet (m. in. prawa wyborcze), przemoc w rodzinie, ekofeminizm, studia gender, macierzyństwo, wykształcenie etc.

Swoje wywody zaczyna od krytyki argumentu sztandarowego feministek: „gdyby nie feministki, nie mogłabyś głosować”.
„Niestety, ktoś, kto używa takiego argumentu, nie ma pojęcia, o czym mówi, albo kłamie, gdyż o prawa wyborcze dla kobiet nie walczyły feministki, tylko sufrażystki (nawet nazwa tego ruchu wywodzi się od angielskiego suffrage – prawo wyborcze). Te zaś – co dla niektórych może być zaskoczeniem – w większości prezentowały poglądy znacznie bardziej konserwatywne niż… obecne parlamentarzystki europejskiej centroprawicy. Były przeciw aborcji, nie domagały się powoływania pełnomocników ds. równego traktowania, nie popierały rozwiązań uderzających
w tradycyjną rodzinę i z szacunkiem odnosiły się do Kościoła” – pisze Magdalena Żuraw.

Przykładami kobiet – sufrażystek, które nie miały zbyt wiele wspólnego z dzisiejszymi uczestniczkami ruchu feministycznego, są wspomniane przez publicystkę: Susan B. Anthony, Elizabeth Cady Stanton, Victoria Woodhull (pierwsza kobieta kandydująca na prezydenta USA), Sara F. Norton, Alice Paul, Mary Wollstonecraft.

Magdalena Żuraw wspomina również o stosunku feministek do chrześcijańskiej nauki społecznej. Feministki głoszą hasła pogardy względem chrześcijańskiego modelu kobiecości i męskości. Jednocześnie zwalczają propagowanie wizerunku „głupiutkiej, ale ładnej blondynki”, która jako obiekt seksualny, z wyeksponowanymi we wszędobylskich reklamach „wdziękami”, ma zachęcać przedstawicieli płci męskiej do kupna samochodu danej marki czy buteleczki męskich perfum. Czyż nie jest to hipokryzja? Kościół katolicki uznaje czystość za jedną z najwyższych cnót, sprzeciwia się obnażaniu się gdziekolwiek, „tu i tam”, zwalcza erotyzację sfery publicznej. Jest więc również przeciwny tego typu materiałom reklamowym. Gdzie więc konsekwencja i spójność światopoglądowa ruchu feministycznego, który krytykuje osoby i instytucje zwalczające wraz z nimi wspólnego wroga?

Bronią, której chętnie używają feministki, jest słowo „stereotyp”. Obwiniają swych przeciwników o propagowanie stereotypów – „stereotypu” kobiety jako matki i żony, „stereotypowych” cech męskich i żeńskich, „stereotypowego” modelu rodziny. Ale czymże są te rzekome stereotypy?
„W języku polskim stereotyp oznacza „funkcjonujący w świadomości społecznej uproszczony i zabarwiony wartościująco obraz rzeczywistości” (Słownik Języka Polskiego PWN). Takie zabarwione wartościująco obrazy rzeczywistości to – według feministek – np. reklama telewizyjna płynu do zmiękczania tkanin ukazująca kobietę podczas prania. „Wartościowanie” polega tu, jak można się domyślić, na przedstawieniu kobiety jako gospodyni lub matki – co dla wyznawczyń ideologii feministycznej faktycznie może mieć negatywne konotacje. Problem w tym, że dla większości pozostałych kobiet skojarzenie płci pięknej z czynnościami, które ogromna część pań wykonuje chętnie lub niechętnie na co dzień, wcale nie ma zabarwienia wartościującego – jest czymś zupełnie normalnym. W takim przypadku trudno jest zatem w ogóle mówić o stereotypie, który zawsze wiąże się z jakąś negatywną cechą, np. ze skąpstwem (Szkoci), głupotą (blondynki) czy nudziarstwem (księgowi)” – pisze Magdalena Żuraw.

Komentarze - Facebook

Komentarze
To Top