Prawe Opinie

Miejsce Prawicy na polskiej scenie politycznej

Fot. Paweł Kubala

Co prawda wybory parlamentarne miały miejsce ledwie rok temu, a i do samorządowych jeszcze daleka droga. Bieżąca sytuacja polityczna, pojawiające się nowe – niekiedy groteskowe – postacie na lewicy, wreszcie niezrozumiałe dla prawicowego wyborcy decyzje rządu i poczucie opuszczenia mieszającego się z kłamstwem przez rząd Prawa i Sprawiedliwości skłaniają już teraz do refleksji: gdzie jest miejsce prawicy w tym kołowrotku i jakie działania należałoby podjąć dla realnej zmiany stanu państwa polskiego?

Ktoś zapyta – czy w ogóle terminy „prawica” i „lewica” mają dziś jakikolwiek sens? Pytanie zasadne w obliczu całkowitego przemeblowania sceny politycznej nie tylko w Polsce, ale chociażby w innych krajach Unii Europejskiej, gdzie np. we Francji za ugrupowanie prawicowe uchodzi Unia na Rzecz Ruchu Ludowego. Ogólnie rzecz ujmując jest to szeroko pojęta chadecja europejska, idąc tym tropem jako partię prawicową można od biedy uznać Platformę Obywatelską. Rzecz jasna to tylko teoretyzowanie, a istota problemu sprowadza się do poruszonej już przez red. Łukasza Warzechę kwestii: czy PiS jest w ogóle partią prawicową? Jeżeli patrzeć przez tradycyjny pryzmat (jak już zostało udowodnione – mocno archaiczny) odpowiedź jest prosta: nie, nie jest.

Nie ukrywam, że jestem silnie zawiedziony działaniami rządu Beaty Szydło. Oczywiście podług poprzedniej ekipy rządzącej, mimo wszelkich zastrzeżeń do aktualnego gabinetu, uważam że to za zmianę w lepszym kierunku. Ale nie może mi przejść przez gardło stwierdzenie, że jest to definitywnie #dobrazmiana. Poczynając od ruchów w gospodarce, gdzie jak słusznie w swoim artykule na łamach „Do Rzeczy” punktuje Łukasz Warzecha, obserwujemy wyłącznie „powiększanie socjalu, nie wprowadzono zaś żadnych zmian ograniczających fiskalizm i zwiększających swobodę obywateli”, a kończąc na sferze wartości i kwestii światopoglądowych. Oczywiście, obserwując wnikliwie polską scenę polityczną na przestrzeni ostatnich lat należało wyzbyć się złudzeń: tradycje PiS-u oraz poglądy braci Kaczyńskich opierały się w dużej mierze na dziedzictwie PPS-u, a sami bliźniacy byli wychowywani przez jednego z czołowych intelektualistów lewicy okresu PRL-owskiego, członka loży masońskiej Jana Józefa Lipskiego. Niemniej jednak zapowiedzi, obietnice z kampanii wyborczej aktualnie już rządzącej partii mogłyby wskazywać na pewien zwrot i może nie pozwalać na łudzenie się realną zmianą w prowadzeniu polityki, ale dawać pewną nadzieję. Zwłaszcza, gdy widziało się na listach wyborczych pewne grono ludzi budzących zaufanie oraz posiadających określony kapitał intelektualny. Podobnie jak Łukasz Adamski liczyłem na to, że „JarKacz” kolejny raz zakręci wyborcami i finanse państwowe powierzy osobie pokroju Zyty Gilowskiej… Do tego dochodziły ukłony i zaproszenia do współpracy dla środowisk chociażby Prawicy Marka Jurka. Tu dochodzimy do sedna rozważań. Jak w sytuacji zawłaszczenia prawej sceny politycznej przez PiS zbudować realną i – podkreślam – silną alternatywę dla wyborców prawicy (co za tym idzie także środowiska katolickiego, bo wbrew teoriom Krzysztofa Pieczyńskiego Jarosław Kaczyński NIE JEST przedstawicielem Kościoła w Polsce)? Ciekawe, że sam lider Prawicy Rz. cieszy się dużym szacunkiem wśród wyborców PiS (tych prawicowych) i jak sami podkreślają tym tropem powinno podążać ugrupowanie Kaczyńskiego. A potem rzecz jasna oddają głos na jedyną prawdziwie prawicową partię (Patriotyzm i Socjalizm, jak to ślicznie ujął wielokrotnie już przywoływany red. Warzecha).

Gdyby wybory miały odbyć się jutro, naturalnym sojusznikiem ugrupowań prawicowych w rodzaju KNP, Prawicy Marka Jurka czy UPR jest klub Kukiz’15. Na tą chwilę tam właśnie jest miejsce dla przedstawicieli środowisk proobywatelskich, zorientowanych konserwatywno-liberalnie, a ponadto z nadzieją na to, że będą traktowane po partnersku. Zarówno bowiem zeszłoroczne wybory parlamentarne jak i wcześniejsze samorządowe pokazały, że miejsca na listach sytuowane są wg klucza stricte partyjnego i na ogół wiernopoddańczego, pomijając silne, sprawdzone nazwiska związane z PiS-em, które z powodu nazwijmy to „marki” gwarantują dużą ilość głosów wyborców, czasem nawet niekoniecznie przychylnych partii Jarosława Kaczyńskiego. W pozostałych przypadkach mimo istnienia porozumień koalicyjnych kandydaci mogący wybijać się niezależnością przesuwani byli w dół list bądź całkowicie z nich rugowani. Żeby było jasne, podobne praktyki nie są niczym nowym w innych ugrupowaniach parlamentarnych. Środowisko Kukiz’15 jest z kolei mocno zróżnicowane i de facto pozbawione wodza. Pardon – kultu wodza. Lider formacji jest niejako jedynie twarzą firmującą działania grupy posłów, daje (a może dał, bo jednak większość parlamentarzystów z tego kręgu stało się już samodzielnie rozpoznawalnych dla ogółu wyborców) swoją twarz i wyrazistość w ekspresji wyrażania poglądów. A co ważniejsze zdaje się panować tam jednak podejście mocno proobywatelskie i realnie stawiające państwo polskie w centrum działań. Wiele lat temu Marek Jurek mówił o potrzebie budowania szerokiej partii republikańskiej. Partia republikańska z kolei, w jej oryginalnym wydaniu, ma to do siebie, że potrafi być zróżnicowana wewnętrznie, a jednak zgodna co do pryncypiów. Wydawało się w pewnym momencie, że tą ideę podchwycił także Jarosław Kaczyński. Ale z całym szacunkiem… czynienie postaciami wiodącymi w partii takich osób jak Marek Suski (w moich oczach symbol głównej bolączki PiSu), przy jednoczesnym robieniu kariery politycznej przez bohaterów tzw. „afery madryckiej” (Adam Hoffman et consortes) zakrawa na kpinę. Warto w tym miejscu podkreślić również szczery szacunek ze strony Pawła Kukiza dla środowiska Prawicy Marka Jurka i to niezależnie od spornych punktów w ich poglądach politycznych. Dlatego też uważam, że na tą chwilę właśnie u boku kukizowców mogłaby budować swoją pozycję Prawica – podobnie zresztą jak i pomniejsze, wspomniane wcześniej partie po tej stronie barykady. Czy takie posunięcie byłoby obarczone ryzykiem? Poniekąd, ale może warto takowe ponieść.

Otóż do wyborów zostały 3 lata, Bóg jeden raczy wiedzieć co w tym czasie się wydarzy i jakie kroki poczyni w tym czasie Prawo i Sprawiedliwość (chciałbym wierzyć, że wreszcie zacznie proces rehabilitacji wobec wyborcy konserwatywno-liberalnego, ale najwyraźniej słaba jest moja wiara). Może być tak, że osłabnie siła Pawła Kukiza, mało doświadczonego w końcu polityka, ale przecież otoczonego przez ludzi, którzy zdają się posiadać dobry zmysł polityczny. Taki scenariusz jest możliwy biorąc pod uwagę lenistwo i niską świadomość obywatelską polskiego wyborcy, który ostatecznie (być może z racji totalnej niewiary) podda się narracji czy to PiS-u czy .Nowoczesnej. Może to zabrzmi mało skromnie (daleki od tego jestem i nie taki mój zamysł), ale do realizmu konserwatywno-liberalnego i myślenia w tych kategoriach potrzeba jednak sporej dojrzałości i pogłębienia swojej wiedzy, bez tego ciężko wyrwać się z myślenia dwubiegunowego w polityce, opartego na schemacie: prawica-PiS vs lewica-cała reszta. Jednak czy wobec takiego ryzyka opłaca się pozostawać w bliskich (szorstkich) relacjach z partią Kaczyńskiego? Jeżeli bowiem jego siła będzie rosła, jasnym jest, że nie postawi na do niczego mu już niepotrzebną partię katolickiego intelektualisty Jurka, będącą mu w tym momencie jak kula u nogi, zwłaszcza że miast tego będzie mógł wprowadzić do parlamentu większy zastęp partyjnych żołdaków. Co z tym fantem zrobić? Ano, niech głowią się mądrzejsi ode mnie.

Światełko nadziei, a jednocześnie klucz do rozwiązania zagadki kryje się w personaliach. Nie da się podważyć tezy, że Jarosław Kaczyński jest spoiwem (jedynym!) trzymającym w kupie partię. Jego ewentualna polityczna emerytura, a przecież w bliższej lub dalszej przyszłości jest to nieuniknione, sprawia że PiS idzie w rozsypkę. Pojawiające się w ostatnim czasie pogłoski, że to Joachim Brudziński miałby przejąć po nim schedę można włożyć między bajki. Chyba, że prezes wyznaje zasadę „Po nas choćby potop”. Czemu tak uważam? Otóż popularny „Jojo” nie dysponuje takim autorytetem pośród parlamentarzystów, ani charyzmą Jarosława Kaczyńskiego. Nie ma również tak bogatej historii jak obaj bliźniacy. Przypomnę, że PiS swoją siłę zbudował w dużym stopniu na szeryfie Lechu Kaczyńskim (szef NIK, minister sprawiedliwości i wreszcie prezydent Warszawy). Brudziński nawet jako namaszczony przez prezesa może co najwyżej utrzymać Zakon PC i grupkę wyznawców kultu prezesa w rodzaju Joanny Lichockiej, Krzysztofa Czabańskiego czy ewentualnie Antoniego Macierewicza, któremu Kaczyński dał drugie życie obdarzając zaufaniem swojego elektoratu. Jest jednak przecież w klubie PiS dosyć spora grupa posłów, którzy widząc nadzieję (oczywiście po ewentualnym rozłamie w macierzy) i szansę na realną realizację założeń prawicowych mogłaby wesprzeć działanie Marka Jurka. Mam na myśli chociażby Jana Dziedziczaka, Artura Sobonia czy eurodeputowanego Kazimierza Michała Ujazdowskiego, którzy mimo że dysponują ogromnym kapitałem intelektualnym i są znakomicie przygotowani merytorycznie nie zostali namaszczeni na medialne oblicze partii. Z prostej przyczyny – ich poglądy nie są dla niej reprezentatywne.

Jest jeszcze scenariusz z Andrzejem Dudą, jako delfinem Kaczyńskiego (taki zwrot w mediach głównego nurtu brzmiałby jak pocałunek śmierci dla urzędującego prezydenta…). Tu jednak rozłam też byłby nieunikniony ponieważ Duda ma odmienny od prezesa charakter i styl prowadzenia polityki oraz nie jest tak silnie przesiąknięty PPS-owską tradycją. Różnica polegałaby na tym, że wtedy to elektronem odłączonym staliby się prawdopodobnie partyjniacy spod znaku dawnego Zakonu PC, a PiS Dudy mógłby być ewentualną szansą na współpracę w ramach szeroko rozumianej prawicy.

W oczekiwaniu na rozmaite polityczne scenariusze, być może jeden z powyższych, Prawica Marka Jurka i środowiska jej sprzyjające już teraz nie mogą jednak popadać w marazm i zaczynać coraz silniej akcentować swoje istnienie w mediach. I to także, a może przede wszystkim tych głównego nurtu. Czasem wbrew swojej naturze jeżeli chodzi o metodę. To, że marszałek Marek Jurek cieszy się dużą estymą u wyborcy prawicowego, także wśród elektoratu PiS-owskiego, a jednocześnie wzbudza respekt polegający na szacunku dla jego osoby u przeciwników jest jasne. Jest wyrazistym w warstwie merytorycznej liderem formacji. Problem polega jednak na tym, że poza internetem jego wystąpienia i wypowiadane przezeń opinie nie przebijają się do przeciętnego odbiorcy. A to jest niestety klucz dla poszerzenia bazy wyborców. Być może ewentualna współpraca z Kukizem byłaby pewnym rozwiązaniem, ale jest jeszcze jedna ścieżka. Trzeba pamiętać, że popierający Marka Jurka to przeważnie mocno uświadomieni wyborcy, organizacje i stowarzyszenia działający na rzecz konkretnych wartości, a nie dla idei, która nazywa się PO, .Nowoczesna, PSL czy niestety w pewnych wypadkach także PiS. Co za tym idzie stanowią spore zaplecze intelektualne (fakt, nie nadają się na partyjny aparat terenowy, i to pewien minus). Zmierzam do tego, by prawica poszerzyła swój skład, zainwestowała w transfery i wykreowała jednak kilku kreatywnych zawodników. Coraz częściej pojawia się w mediach Marian Piłka. I dobrze. Są eksperci z Instytutu Ordo Iuris – Prawica Marka Jurka jest naturalnym sojusznikiem dla ich poczynań. Dla wiernego kibica znane są postaci czy to Piotra Strzembosza, Krzysztofa Kawęckiego, Andrzeja Dubiela czy Lecha Łuczyńskiego, ale może właśnie dać tym postaciom więcej swobody na boisku? Przekładając z piłkarskiego na nasze – zacząć podejmować działania, inicjatywy, które sprawią, że postaci związane z Prawicą przestaną być anonimowe dla szarego Kowalskiego. I wreszcie – o czym wielu mówi już od wyborów z 2007r. – potrzebny jest u boku Marka Jurka prawicowy pistolet. Tzn. jedna bądź dwie osoby o temperamencie Wojciecha Cejrowskiego i jego charyzmie. Ktoś, kto będzie potrafił czarować dziennikarzy oraz wyborcę. Raczej młodego, bo po pierwsze – starego solidarnościowca nie da się przekonać po takim czasie, że ktoś inny prócz PiS-u jest w stanie zrekompensować mu jego krzywdy i wyrównać rachunki – bo tego on de facto oczekuje. A po drugie – bo dokonuje się wymiana pokoleniowa i z wolna pokolenie urodzone po 1980 r. będzie miało decydujący głos przy urnie.

Trzeba i warto próbować i szukać drogi, którą powinna podążyć prawica w Polsce, w szczególności mam tu na myśli Prawicę Marka Jurka, ale jej los gdzieś będzie się splatał ze środowiskiem czy to dawnego UPR, części PiS czy Kukiz’15. A historia pokazuje, że ma to sens. Przy poprzednich wyborach europarlamentarnych Marek Jurek startował z odległego w tamtej perspektywie 5 miejsca na liście PiS-u i zanotował 3 wynik w swoim okręgu, deklasując „kolegów z listy”. To pokazuje, że zarówno ciężka praca, konsekwencja w działaniach i wierność wartościom procentują.

Komentarze - Facebook

Komentarze
To Top