Wywiady

Prof. Stępkowski wzywa do zaangażowania w obronę życia i rodziny

Fot. Facebook.com/Mama-Tata-i-Dzieci-EIO-303863363305650/

– Wszyscy, którym ochrona małżeństwa i rodziny leży na sercu, muszą się poczuć w najwyższym stopniu wezwani do zaangażowania – złożenia podpisu w formie elektronicznej lub wydrukowania formularza i zebrania w rodzinie i wśród znajomych jak największej ilości podpisów. Naprawdę, Polska musi się poczuć odpowiedzialną za Europę tak, jak uczyniła to w 1683 roku, wyruszając z odsieczą Wiedniowi – mówi w wywiadzie dla naszego portalu prof. Aleksander Stępkowski, były wiceminister spraw zagranicznych, Członek Komitetu Obywatelskiego Inicjatywy „Mama Tata i Dzieci”.

Dlaczego postanowił Pan włączyć się w Europejską Inicjatywę Obywatelską „Mama, Tata i Dzieci”?

Najprościej rzecz ujmując dlatego, że zaproponowano mi udział w komitecie obywatelskim. Bazując na doświadczeniach Inicjatywy „Jeden z Nas”, kiedy to okazało się, że Komisja Europejska uniemożliwiła udział ekspertów w trakcie prowadzonych z nią rozmów, postanowiono, że komitet obywatelski będzie ciałem składającym się nie tylko z działaczy społecznych, ale w znacznej mierze z ekspertów. Ponadto Polska jest zbyt ważnym krajem UE, a jeszcze ważniejszym w kontekście obrony ładu społecznego przed radykalną, lewicową inżynierią społeczną, że nie sposób było nie uwzględnić udziału przedstawiciela Polski w komitecie. Dodatkowo, było to oczywiście uznanie dla działań Ordo Iuris na płaszczyźnie europejskiej. W chwili, gdy wchodziłem do Komitetu EIO, nie myślałem też, że wkrótce zostanę podsekretarzem stanu w MSZ.

Na razie Polska wypełniła tylko wymagane minimum, które musi spełnić 7 krajów, aby inicjatywa była rozpatrywana (dodatkowo musi pod nią podpisać się milion obywateli UE). Sądzi Pan, że uda się zebrać potrzebną ilość podpisów? Czy fakt, że nasz kraj spełnił wymagane minimum oznacza, że kolejni Polacy nie muszą już się podpisywać?

Ściśle rzecz ujmując, przynajmniej dwa kraje wypełniły minimum. Drugim krajem jest Grecja, tyle że tam zebrano odpowiednią liczbę podpisów na formularzach papierowych. Pan zapewne ma na myśli dane na stronie formularza pozwalającego na zebranie podpisów w formie elektronicznej. Tam istotnie jedynie Polska wypełniła to minimum. Szczerze mówiąc, nie zastanawiam się, czy uda się zebrać podpisy, ale koncentruję się na zrobieniu wszystkiego, by je zebrać. Jak mówi przysłowie: „Umiesz liczyć? Licz na siebie!”. Niestety, zaangażowanie w MSZ nie pozwalało mi na poświęcenie wystarczającej uwagi temu zagadnieniu. Były osoby, które miały się wyłącznie koncentrować na zbiórce. Niestety okazało się, że to nie wystarczyło. Osobiście uważam, że Polacy powinni chcieć zebrać milion podpisów, licząc, że reszta krajów UE zbierze wymagane minima. Sytuacja jest o tyle trudna, że mieliśmy problem z rejestracją systemu informatycznego, przez co zbiórka podpisów opóźniła się o ponad 3 m-ce i naprawdę zaczęła się na początku kwietnia. Musimy jednak liczyć się z tym, że Komisja Europejska, która – pisząc najoględniej – nie jest szczęśliwa z powodu rejestracji tej inicjatywy, nie będzie chciała wziąć tego pod uwagę.

Rzeczywiście, miałem na myśli podpisy zbierane w formie elektronicznej. Dziękuję za uzupełnienie informacji*. A w czym objawia się ta niechęć Komisji Europejskiej do Inicjatywy?

Należy zacząć od tego, że Komisja tłumaczyła się już z faktu rejestracji inicjatywy, wskazując, że nie mogła jej nie zarejestrować z racji spełnienia wszelkich kryteriów. Dodawano przy tym uwagi mówiące, że Inicjatywę trzeba zreformować, bo obecnie „nie służy rozwojowi projektu europejskiego”. Ta niechęć przejawia się jednak również w sposób prozaiczny. Dostrzegą to chociażby osoby wypełniające formularze elektroniczny. Jest on długi i skomplikowany, bo wiadomo, że osoby biorące udział w internetowych akcjach łatwo się zniechęcają i rezygnują, napotykając na niewielkie nawet utrudnienia. Jeśli już jednak ktoś dobrnie do końca, to – celem weryfikacji swego podpisu – musi wpisać kod „capcha”, który jest wyjątkowo nieczytelny. Wiele osób rezygnuje z podpisania formularza przy tym ostatnim kroku. Niestety nasze interwencje w Komisji celem zmiany tego kodu, spełzły na niczym. Dlatego też osoby, które nie przebrnęły przez rejestrację w internecie, niech pobiorą formularz papierowy (www.mamatataidzieci.pl) i prześlą na wskazany tam adres.

Poprzednią inicjatywę obywatelską środowisk pro-ife „Jeden z Nas”, pod którą zebrano 2 miliony podpisów, Komisja Europejska odrzuciła. Czy nie obawia się Pan, że tym razem będzie podobnie i znów podpisy obywateli pójdą do kosza?

Mówienie o tym, że Inicjatywa „Jeden z Nas” poszła do kosza, jest daleko idącym uproszczeniem. Po pierwsze, po raz pierwszy w historii Komisja została zmuszona do odbycia oficjalnej debaty na temat ochrony ludzkiego życia w okresie prenatalnym. Do tej pory było to nie do pomyślenia. W kategoriach politycznych debata ta była bezprecedensowym wydarzeniem. Po drugie, Komisja weszła na bardzo grząski teren kontestowania inicjatyw obywatelskich, co dodatkowo podważa jej demokratyczną legitymację, która sama z siebie jest nader wątła. Po trzecie, do Sądu UE wpłynęła skarga na decyzję Komisji i istnieje duże prawdopodobieństwo, że decyzja ta zostanie uchylona. Generalnie, chociaż nie udało się osiągnąć formalnie celu inicjatywy, to jednak sprawa ochrony życia ludzkiego w prenatalnym okresie jego rozwoju dostała się do istotnego nurtu debaty publicznej w Unii i jeszcze prawdopodobnie do niego wróci. W tym też kontekście należy spojrzeć na inicjatywę „Mama Tata i Dzieci”. Nawet jeśli Komisja ją odrzuci, to jednak sprawa ochrony tożsamości małżeństwa – obrony nie tylko na poziomie Unii, ale również przed Unią na poziomie krajowym (przynajmniej w odniesieniu do krajów, które same ustawowo jeszcze nie zakwestionowały tej tożsamości) – znowu stanie się elementem głównej debaty w Unii i to debaty legitymizowanej demokratycznie. Do tego momentu podniesienie tej kwestii jest politycznie niemożliwe. Europejska Inicjatywa Obywatelska zmusza do respektowania stanowiska tych, którzy uznają, że małżeństwo to małżeństwo, a nie cokolwiek, co się w ten sposób nazwie w ustawie. Ponadto, obecnie obserwujemy ogromne parcie w kierunku narzucenia takim państwom jak Polska obowiązku rozpoznawania związków para- lub pseudomałżeńskich ze względu na zasadę swobodnego przepływu w UE. Samo wypełnienie warunków inicjatywy osłabi tę tendencję oraz dostarczy krajom broniącym swej suwerenności w tym względzie dodatkowych argumentów i to mocnych argumentów, odwołujących się do demokracji. W tym kontekście jest to doniosłość trudna do przecenienia.

A co się stanie, jeśli nie zbierzecie podpisów?

Niepowodzenie Inicjatywy poważnie nas osłabi w tym wymiarze. To będzie interpretowane jako brak społecznego poparcia dla ochrony tożsamości małżeństwa i wzmoże wysiłki komisji Europejskiej mające na celu narzucenie krajom członkowskim rozwiązań forsowanych przez subkultury LGBT. Wszyscy, którym ochrona małżeństwa i rodziny leży na sercu, muszą się poczuć w najwyższym stopniu wezwani do zaangażowania – złożenia podpisu w formie elektronicznej lub wydrukowania formularza i zebrania w rodzinie i wśród znajomych jak największej ilości podpisów. Naprawdę, Polska musi się poczuć odpowiedzialną za Europę tak, jak uczyniła to w 1683 roku wyruszając z odsieczą Wiedniowi.

*NA POLSKIM FANPAGE INICJATYWY – MAMA TATA I DZIECI – EIO – MOŻNA ODNALEŹĆ INFORMACJĘ, ŻE OBOK POLSKI I GRECJI, WYMAGANE MINIMUM SPEŁNIŁA TAKŻE SŁOWACJA. NA INTERNETOWEJ MAPIE, POKAZUJĄCEJ ILOŚĆ PODPISÓW ZEBRANYCH W SPOSÓB ELEKTRONICZNY, GŁOSY ZEBRANE W SPOSÓB PAPIEROWY NIE SĄ UWZGLĘDNIANE.

Komentarze - Facebook

Komentarze
To Top