Prawe Opinie

W trosce o polską szkołę

Fot. Pixabay

W swoim felietonie „Jaka szkoła?” Paweł Milcarek trafił w sedno jeśli chodzi o nakreślenie podstawowych celów jakie powinna postawić sobie #dobrazmiana w edukacji. Wskazane zostały najważniejsze obszary w jakich powinny dokonać się reformy w szkolnictwie i jakie powinny być ich efekty. Jednocześnie naczelny Christianitas obudził w moim umyśle pamięć o demonach szkolnictwa, które nieustannie obserwuje w rozmaitych placówkach, a które wyniszczają edukację w takim samym stopniu jak bolączki, na które rozwiązania sam wymienił.

Nie chcę powielać w tym miejscu postulatów red. Milcarka, pod którymi w pełni się podpisuję. W dużym skrócie jego propozycje można ująć jako klasycznej koncepcji edukacji. Jawi się szansa na przywrócenie określonej wartości wykształceniu jako takiemu, uczeń, następnie student będzie miał możliwość zdobycia zarówno wiedzy jak i umiejętności z niej korzystania, poznawania kultury silnie zakorzenionej w dziedzictwie cywilizacji łacińskiej (z której przecież się wywodzimy) czy wreszcie nabywania postępu wiedzowego w równomiernym stopniu w każdej z płaszczyzn dziedzinowych na każdym etapie nauki. Kapitalnie został ujęty ostatni z postulatów o szkole „która naprawdę szanuje znaczenie chrześcijaństwa, które ma ono w życiu Polski i Europy – więc nie traktuje religii jako intruza należącego jedynie do porządku „prywatnych przekonań” lub jako coś co się odfajkowuje przy pomocy obrazka z choinką i jajami wielkanocnymi.”

By jednak móc realizować powyższe założenia konieczna jest odpowiednia kadra naukowo-pedagogiczna ze stojącym na czele dyrektorem placówki, który musi posiadać nie tylko właściwe przygotowanie merytoryczne, ale także odpowiednie predyspozycje charakterologiczne. Problem polega na tym, że z uwagi na lata zaniedbań na poziomie nie tylko edukacji szkolnej, ale także szkolnictwa wyższego cierpimy na deficyt belfrów z powołania. Winę w tym zakresie ponosi nade wszystko system oświatowy i przepisy administracyjne, które wspólnie sprawiły że nauczyciel dzisiaj ma bardziej przypominać urzędnika aniżeli misjonarza. Z kolei w wielu przypadkach na stanowiskach dyrektorskich trafiają się osoby, którym najzwyczajniej w świecie brakuje dwóch elementarnych cech koniecznych dla piastowania tak odpowiedzialnej – wobec dzieci jak i podwładnych – funkcji. Po pierwsze od dyrektora wymaga się odwagi i przekonania wobec decyzji podejmowanych dla rozwoju ucznia jako człowieka. Szczególnie w zderzeniu z absurdalnymi niekiedy przepisami, które niekiedy uniemożliwiają skuteczne prowadzenie edukacji na rozmaitych płaszczyznach (chociażby mający wejść w życie od 2017r przepis odbierający wychowawcom możliwość zbierania pieniędzy na wycieczki szkolne oraz zabraniający prowadzenie na terenie szkoły zbiórek pieniędzy w ogóle – choćby na cele charytatywne, dla niesienia pomocy ubogim czy poszkodowanym przez los uczniom). Tak, zachęcam dyrektorów do prób przeciwstawiania się chorym przepisom, a każdy z nas wie, że jeśli się chce, to nie takie paragrafy można ominąć. To nie anarchia drodzy państwo, to jedynie przypomnienie, że ponad prawem stanowionym jest jeszcze prawo naturalne i sumienie ludzkie. Słusznie bowiem powiadał Cyceron ius summus summa iniuria. Wreszcie odpowiedzialność za atmosferę w zespole również spada na stojącego na jego czele, tak jak ma to miejsce chociażby w piłce nożnej (niedawno pisałem o tym jak to przeplata się ona z życiem…). Dobry trener z jednej strony wprowadza dyscyplinę, a jednocześnie daje piłkarzom dużo swobody i jest dla nich jak ojciec. Ufają mu, a dzięki temu także sobie nawzajem, bo wiedzą że tylko wtedy mogą dojść do upragnionego celu jakim jest zwycięstwo w meczu, a następnie w turnieju. Stąd też stosowanie ciągłych ograniczeń – w szczególności wynikających ze świstków papierków – nie będzie czynnikiem ani integrującym, ani też motywującym do jeszcze lepszej pracy. Zdecydowanie lepszy efekt przyniesie wyciągnięta dłoń, a przynajmniej zrozumienie wobec nonsensownych ograniczeń. W pierwszej kolejności lojalność obowiązuje dyrektora wobec jego kadry, a następnie dopiero wobec urzędniczych obwarowań (i wzajemnie ze strony pedagoga).

Dlaczego o tym piszę? Ano powód jest prosty – zbyt wiele widziałem sytuacji, które obrazują działanie w dokładnie odwrotny sposób. Statystyka i papier nade wszystko, a misja wygląda jawi się wyłącznie jako pretekst dla stworzenia tego ogromu przepisów. Wierzcie mi państwo – tołkowane na mnogich radach pedagogicznych statystyki i analizowanie słupków liczbowych nie stanowią i nie będą stanowić żadnego wyznacznika efektywności pracy pedagoga. A na pewno nie przy aktualnym programie nauczania.

Jasna sprawa problem rozbija się także o brak zaangażowania (czasem wypalenia zawodowego nauczycieli), a przeważnie o to, że wielu nie czuje pasji w przekazywaniu wiedzy uczniom i radości z obserwowania ich rozwoju. Odrębną kwestią pozostaje oczywiście ograniczenie tego rozwoju przez obowiązujący system. Czyli wąż zjada swój własny ogon i koło się zamyka. Niemniej – warto jednak dążyć do modelu nauczyciela z czasów przedwojennych, który prócz posiadania należytego wykształcenia i przygotowania merytorycznego odznaczał się także wysoką kulturą osobistą, elokwencją (nie ma tu usprawiedliwienia, że ten uczy w-fu, a tamten polskiego czy historii) i cieszył się szacunkiem oraz respektem wśród rodziców.

To sprowadza nas z kolei do problemu wielu spośród matek i ojców pociech, których ostatnie 25 lat „wolności” do reszty wyjałowiło z resztek szacunku dla instytucji szkoły, a nauczyło jedynie postawy roszczeniowej (no cóż… kult konsumpcji robi swoje). To jednak temat na odrębny felieton i odrębną dyskusję o prawach i obowiązkach tak nauczycieli jak i uczniów oraz rodziców. Pozostawiam Państwa – mam nadzieję – z tym ziarnem niepokoju, które może skłoni do refleksji.

P.S.
Tak w ogóle to czy nie zastanawia nikogo jakim cudem tytuł doktora czy profesora w szkolnictwie nie przedstawia żadnej wartości, a produkcja ton makulatury dla uzyskania odpowiednio stopni stażysty, kontraktowego, mianowanego itd. przekłada się na profity finansowe? 🙂

Komentarze - Facebook

Komentarze
To Top