Prawe Opinie

A jednak antykoncepcja zła?

Fot. Twitter

Zazwyczaj lewicowcy przekonują o dobroczynności antykoncepcji. Jednak okazuje się, że gdy jest im to na rękę, nagle otwarcie zaczynają mówić o jej nieskuteczności. Przekonała o tym młoda działaczka SLD, Justyna Klimasara.

Czasem antykoncepcja zawodzi, więc powinna być możliwość aborcji – wypaliła na Twitterze młoda nadzieja polskiej lewicy. Okazuje się więc, że w pewnych przypadkach aborcja jest naturalną konsekwencją antykoncepcji. Przynajmniej według młodej przedstawicielki lewicy. A nie lepiej byłoby przyznać rację prawicy i promować wstrzemięźliwość seksualną, uczyć młodych ludzi o tym, że seks to nie tylko przyjemność, ale też najbardziej skuteczny sposób na posiadanie dziecka (no, można też adoptować)? No i przede wszystkim – warto, aby lewica jeszcze częściej i głośniej podkreślała, że antykoncepcja czasem jednak zawodzi. Problem „niechcianych” dzieci zakończy się, kiedy ludzie, omamieni promocją przez lewicę rozwiązłości seksualnej i antykoncepcji, zrozumieją, że jedynym sposobem na uniknięcie ciąży jest brak seksu (szczególnie tego przed- i pozamałżeńskiego).

Czasem nawet tabletki antykoncepcyjne czy plastry mogą zawieść, a prezerwatywy pęknąć – przekonuje na Twitterze Klimasara. No i gdybyśmy nie wiedzieli, że jest to dla niej kluczowy argument za dopuszczalnością zabijania ludzi w fazie prenatalnej ich życia, może ktoś by uznał, że autorka tych słów jest katolickim fanatykiem. Bo jak tak można bezkarnie krytykować antykoncepcję?

Warto poglądy Klimasary porównać z feministycznym projektem na temat aborcji. Proponowano tak zezwolenie na zabijanie osób w fazie prenatalnej ich życia do 12 tygodnia ciąży (plus w kilku wyjątkach bez ograniczeń). Po prostu zdaniem autorów projektu wtedy to istota, która będąc w 11 tygodniu i 6 dniu ciąży nie-człowiekiem, dzień później staje się już pełnowartościową istotą ludzką, godną ochrony, o ile jej ojcem nie jest gwałciciel, o ile nie jest chora lub o ile nie zagraża życiu matki. Ale Klimasary najwidoczniej nawet argumenty feministek nie przekonują. Jej zdaniem ta istota staje się człowiekiem „po urodzeniu”. Abrakadabra! Dokładnie to samo myśleli co niektórzy w średniowieczu. Problem w tym, że wtedy nie mieli nowoczesnej aparatury medycznej, pozwalającej na zobaczenie dziecka w łonie matki.

Komentarze - Facebook

Komentarze
To Top