Opinie, Analizy i Wywiady

NATO i armia europejska

„NATO znajduje się w fazie kryzysu. Ostatni szczyt tej organizacji w Warszawie, który przyniósł decyzję o rozmieszczeniu wojsk NATO w Polsce i państwach bałtyckich, to w znacznej mierze gra pozorów. Gra pozorów, która jednak ma pewne psychologiczne znaczenie ale tylko psychologiczne.”

Fot. Pixabay

Fot. Pixabay

W artykule „Niebezpieczne rojenia” pisałem o koncepcji stworzenia armii europejskiej, ostatnio podnoszonej przez Jarosława Kaczyńskiego i konsekwencjach jej stworzenia w budowie europejskiego superpaństwa.

Kaczyński nie używa terminu superpaństwo, mającego zdecydowanie negatywne konotacje w polskim społeczeństwie, używa natomiast sformułowania „europejskie supermocarstwo”, co dokładnie znaczy to samo. Nie ulega wątpliwości, że stworzenie armii europejskiej to zasadniczy krok w procesie likwidacji państw narodowych. Bowiem oznaczałoby to degradację armii narodowych i sprowadzenie ich, w najlepszym razie, do roli formacji pomocniczych, bez możliwości samodzielnego działania. Posiadanie własnej armii to podstawowy i konieczny warunek własnej suwerenności. Bez niej państwo narodowe zostanie sprowadzone do pustej formy.

Formuła „supermocarstwa europejskiego” posiadającego własną armię ma na celu przekonanie opinii publicznej o dążeniu do zagwarantowania bezpieczeństwa narodowego, w nadchodzących czasach politycznego chaosu i kryzysu systemu międzynarodowego, naznaczonego piętnem rywalizacji wielkich mocarstw. Otóż to myślenie, że stworzenie „supermocarstwa”, czyli praktycznej likwidacji państw narodowych, w tym państwa polskiego, poprzez min. stworzenie armii europejskiej, przyniesie nam gwarancję bezpieczeństwa narodowego, jest wielkim złudzeniem.

Otóż jest prawdą, że NATO znajduje się w fazie kryzysu. Ostatni szczyt tej organizacji w Warszawie, który przyniósł decyzję o rozmieszczeniu wojsk NATO w Polsce i państwach bałtyckich, to w znacznej mierze gra pozorów. Gra pozorów, która jednak ma pewne psychologiczne znaczenie ale tylko psychologiczne. Wymienionym państwom daje bowiem poczucie, że nie jesteśmy sami w wypadku rosyjskiego ataku. A Rosji niepewność, czy atak na któreś z państw, jednak nie obudzi sojuszu i nie spowoduje realnej militarnej odpowiedzi. Ale jako wzmocnienie militarne, decyzja ta ma charakter raczej symboliczny, niż realny.

Otóż NATO po upadku komunizmu raczej przestało pełnić funkcje sojuszu obronnego. Raczej przekształciło się w formę układu o bezpieczeństwie zbiorowym. Przyczyną jego kryzysu, jest po prostu zanik poczucia zagrożenia. Dla USA czy państw Europy Zachodniej, Rosja przestała być realnym zagrożeniem. NATO stało się zoną pokoju i jego rozszerzanie miało raczej wpływ na rozszerzanie się tej strefy nie tylko pokoju, ale też integracji i współpracy. Gwarantem tego układu nie był w istocie sam sojusz a amerykańska hegemonia. Takie układy, jak wiadomo z historii, są znacznie słabszą formą zabezpieczenia bezpieczeństwa narodowego.

Układ obronny musi posiadać jasno zdefiniowanego przeciwnika. Po upadku komunizmu, sojusz nie ma jasno zdefiniowanego przeciwnika. Stany Zjednoczone nie traktują Rosji jako zagrożenia. Ich polityka zmierza do przekształcenia Rosji, jak dotąd bez rezultatu, w junior partnera a nie współpartnera i dlatego Amerykanie dążą do utrzymania wpływów Rosji w jej dotychczasowych granicach, bez perspektywy wyjścia z formuły mocarstwa regionalnego. Dla Francji i Niemiec Rosja nie tylko nie jest zagrożeniem ale w obu państwach występuje silna tendencja do współpracy z Rosją, a nawet przeformułowania amerykańskiej hegemonii w system wielobiegunowy, w którym wsparcie dla aspiracji Rosji oznacza osłabienie pozycji międzynarodowej Waszyngtonu.

W Niemczech, które za kanclerstwa Angeli Merkel prowadzą politykę współpracy z USA, jest silna tendencja do współpracy z Rosją i nie można wykluczyć, czy po Brexicie ta tendencja nie zostanie jeszcze bardziej wzmocniona. Dla państw Europy środkowej na południe od Karpat, z wyjątkiem Rumunii, która jest zainteresowana wchłonięciem geopolitycznie ważnej Mołdowy, Rosja nie jest zagrożeniem. Leżą one po prostu w geopolitycznej sferze nie będącej przedmiotem rosyjskich aspiracji. Jedynie Polska, państwa bałtyckie i oczywiście Ukraina [także Białoruś ale jest ona w bardziej skomplikowanej sytuacji] żyją w poczuciu geopolitycznego zagrożenia ze strony Rosji. W tej sytuacji jedynie współpraca wojskowa ze Stanami Zjednoczonymi i Wlk. Brytanią, która w Europie jest ekspozyturą amerykańskich interesów, jest jedyną jeszcze realną gwarancją powstrzymania możliwej rosyjskiej ekspansji.

Dla Amerykanów jest ważne, żeby Rosja nie stała się mocarstwem globalnym, dlatego chcą utrzymania jej statusu na poziomie mocarstwa regionalnego. Dlatego wszelkie działania rewizjonistyczne Rosji spotykają się ze zdecydowanym sprzeciwem USA. Stąd wniosek, że racją polskiej stanu jest utrzymanie amerykańskiej obecności w naszej części Europy.

Jaki zatem wpływ miałoby stworzenie europejskiej armii na nasze bezpieczeństwo narodowe? Przede wszystkim Unia Europejska nie jest członkiem NATO. A koncepcje budowane, zwłaszcza w pierwszej dekadzie naszego wieku, rozbudowy europejskiej tożsamości obronnej, były wyraźnie wymierzone w amerykańską obecność na naszym kontynencie i były uzasadnieniem koncepcji budowy wielobiegunowego świata, w którym Unia Europejska będzie niezależnym od Waszyngtonu biegunem międzynarodowego systemu.

Te koncepcje po porażce partii lewicowych we Francji i Niemczech zostały odłożone ad acta, ale bez żadnej pewności, że się do nich nie wróci. Dziś po Brexit, gdy Londyn się praktycznie wyeliminował z wpływu na politykę UE, tendencje do współpracy Unii z Rosją nie maja naturalnego przeciwnika. Tym bardziej, że niemieckie kręgi gospodarcze a także partia socjaldemokratyczna, są bardzo zainteresowane w porozumieniu z Rosją. I dziś koncepcje stworzenia armii europejskiej zgłasza zarówno Junckier, jako przewodniczący Komisji Europejskiej, jak i Jarosław Kaczyński lider rządzącej partii, traktowanej w Unii jako jedna z najbardziej eurosceptycznych. Poparcie dla tej idei przez Orbana ma charakter raczej taktyczny i wynika z chęci uzyskania pomocy Unii w obronie węgierskich granic szturmowanych przez imigrantów. Jak pisałem o tym obszerniej we wzmiankowanym artykule, stworzenie takiej armii doprowadziłoby do praktycznej likwidacji państw narodowych, formalnych członków NATO, ale czy poprawiłoby bezpieczeństwo naszej części naszego kontynentu?

Jestem przekonany, że stworzenie armii europejskiej zagroziłoby naszemu bezpieczeństwu i to z kilku powodów. Najważniejszy z nich to praktyczne wypchnięcie USA z Europy a zatem jedynego państwa, które pomimo narastającego zaangażowania w strefie Pacyfiku, ma potencjalne możliwości militarnego zaangażowania się w naszej części kontynentu. Amerykańska obecność w Europie ma swoja podstawę w NATO. Praktyczna likwidacja tego sojuszu, poprzez marginalizację znaczenia armii narodowych i faktyczne zastąpienie NATO przez struktury militarne UE, nie będące członkiem sojuszu, oznacza wypchnięcie USA z Europy. USA w takiej sytuacji praktycznie zrezygnowałoby z zaangażowania się w obronę starego kontynentu. Obecnie europejscy członkowie NATO w swej większości nie wypełniają zobowiązania przeznaczenia 2% PKB na obronę narodową. A po stworzeniu armii europejskiej, na armie narodowe, które teoretycznie pozostały w systemie natowskim przeznaczano by sumy jeszcze mniejsze, czyniąc je militarnie zupełnie bezwartościowymi. Armia europejska natomiast byłaby poza systemem natowskim. Tak więc stworzenie armii europejskiej to elegancka forma samolikwidacji NATO. Jej stworzenie byłoby realizacją podstawowego celu strategicznego Rosji, jakim jest destrukcja więzi transatlantyckich. To z punktu widzenia naszego bezpieczeństwa samobójcza polityka.

Drugi czynnik, który powoduje, ze powierzenie armii europejskiej naszego bezpieczeństwa jest działaniem nieodpowiedzialnym, to kwestia celów politycznych Niemiec. Budowa superpaństwa europejskiego, nazywanego przez Kaczyńskiego „supermocarstwem”, to budowa niemieckiej hegemonii. Stworzenie armii europejskiej umocniłoby bowiem niemiecką hegemonię na naszym kontynencie, a tym samym umocniłoby niezależność Niemiec od USA.

Jest bardzo prawdopodobne, że po wypchnięciu Stanów Zjednoczonych z Europy, Niemcy i cała Unia Europejska dokonałaby geopolitycznego zwrotu wchodząc w porozumienie z Rosją jako zasadniczym mocarstwem kontynentalnym, a to oznaczałoby, konieczność koncesji dla Rosji w granicach naszego bezpieczeństwa narodowego. W takim układzie rola Polski spadłaby do roli Wielkiego Księstwa Poznańskiego. To zupełna degradacja naszego kraju. I wreszcie ostatni czynnik: to głęboka demoralizacja i dekadencja Zachodniej Europy, która nie ma zdolności, ani siły moralnej by bronić się przed islamskim zagrożeniem, a co dopiero mówić przed kolejnym, tym razem rosyjskim zagrożeniem unijnych peryferii. Ułatwiłoby to Moskwie rozszerzenie jej strefy wpływów w naszym obszarze bezpieczeństwa. Zarażenie zaś Polski tą dekadencją, oznaczałoby samo rozbrojenie moralne i kapitulację przed jakimikolwiek zagrożeniami naszego kontynentu.

Polska powinna współpracować ze Stanami Zjednoczonymi, aby jak najdłużej utrzymać amerykańską obecność w Europie i w tym samym czasie budować własne zdolności obronne. Oznacza to głęboką reorientację dotychczasowej naszej pozycji w NATO. Powinniśmy odrzucić realizowaną w ostatnich latach koncepcję armii jako korpusu ekspedycyjnego wykonującego zlecenia na potrzeby innych mocarstw, na rzecz budowy armii narodowej zdolnej, przede wszystkim, do obrony własnego terytorium. To znaczy samodzielnej armii, z własnym dowództwem, rozpoznaniem i możliwościami samodzielnego działania. Musimy stworzyć armię liczącą co najmniej 150 tys. żołnierzy liniowych, dobrze wyposażonej i zdolnej do samodzielnego działania. Dopiero posiadając taką armię, możemy myśleć o skutecznym powstrzymaniu zagrożeń w naszej części kontynentu. Wzmacniając własny potencjał, możemy bardziej liczyć także na wsparcie sojusznicze. Dziś stworzenie takiej armii, po polityce wzrostu demograficznego, jest najważniejszym polskim wyzwaniem.

W tej koncepcji dążenie do stworzenia armii europejskiej, to polityka rozbrojenia i zdania naszego bezpieczeństwa na łaskę innych. Doświadczenia historyczne wskazują, że zawsze taka polityka, kończy się tragicznie. Dlatego dziś zamiast postulować i budować europejską armię, trzeba budować polską armię, bo tylko Polakom tak na prawdę zależy i na naszej wolności i na naszym rozwoju. W czasach narastającego chaosu międzynarodowego i rywalizacji mocarstw jedynym skutecznym instrumentem gwarantującym nam nie tylko bezpieczeństwo, ale i podmiotowość jest samodzielność w kształtowaniu polityki własnego bezpieczeństwa narodowego. Dlatego też należy przede wszystkim skoncentrować się na zbudowaniu takiej armii, której sam potencjał będzie dostatecznym czynnikiem odstraszającym możliwe zagrożenia.

Koncepcja budowy armii europejskiej to zagrożenie, nie tylko istniejących międzynarodowych instrumentów naszego bezpieczeństwa, ale wprost to zagrożenie naszego bezpieczeństwa narodowego. I taki jest sens propozycji Junckera-Kaczyńskiego.

Komentarze - Facebook

Komentarze
To Top