Wojna światów

Chrześcijanie powstają z kolan

Fot. Pixabay

Pierwsze czterdzieści lat istnienia nowej religii, jaką był islam, okazało się zgubne dla wyznawców Chrystusa, a przede wszystkim dla chrześcijańskich państw, które szybko traciły swoje terytoria na rzecz Arabów, lecz najgorsze stadium konfliktu dopiero miało nadejść…

Wewnętrzne podziały

Nowa wiara nie okazała się jednak spójna. Konflikt wśród muzułmanów miał przede wszystkim podłoże polityczne – część uważała, że władzę kalifów powinni sprawować potomkowie zięcia Mahometa, Alego. Jednakże Ali został zamordowany, a władzę przejął Mu’awija, zapoczątkowując dynastię Umajjadów. Ci, którzy się na to nie zgadzali, nie przyjęli też Sunny, czyli zbioru opowiadań o czynach proroka, będącego drugim po Koranie źródłem szariatu. W ten sposób powstał podział na sunnitów i szyitów pośród wyznawców Allaha. Umajjadzi przenieśli stolicę kalifatu do Damaszku i stamtąd rządzili największym ówczesnym państwem przy pomocy chrześcijańskich doradców, co później spowodowało domaganie się Arabów pierwszeństwa w urzędach państwowych.

Podbój trwa

Jednakże wewnętrzne spory nie na długo zahamowały postępujące nabywanie nowych terenów przez kalifat. Kolejnym celem stała się chrześcijańska północna Afryka aż po Atlantyk. Gdy to osiągnięto, Arabowie zuchwale przedarli się przez Gibraltar i w sile zaledwie siedmiu tysięcy wojowników w kilka miesięcy podbili całe królestwo Wizygotów. Teraz zalanie Europy przez islam stało się niemalże nieodwracalne i mogło to zmienić dopiero stawienie silnego oporu.

Istnienie Cesarstwa Rzymskiego stanęło pod dużym znakiem zapytania gdy w 717 r. pod murami Konstantynopola stanęły arabskie wojska, tym bardziej, iż były tam już po raz drugi. Bizancjum było osłabione nie tylko utratą ponad połowy terytorium, ale także hulającą od roku wojną domową, która niedawno się zakończyła zwycięstwem uzurpatora. Jednak nowy władca – Leon III – okazał się być zdolnym strategiem i obrońcą wiary. Stawił silny opór i uchronił miasto przed złupieniem, a po zakończeniu oblężenie wyparł Arabów z Azji Mniejszej.

Francja się nie poddaje

Choć w VIII w. nie istniało jeszcze państwo francuskie w postaci jaką znamy dzisiaj, to trwała obawa, że jej prototyp – państwo Franków – ulegnie islamizacji już wtedy pod przymusem miecza, a nie dopiero w XXI w. dobrowolnie. Arabowie po zdobyciu niemal całego Półwyspu Iberyjskiego (bez nowo-powstałego Królestwa Asturii, które pod przywództwem wizygockiego arystokraty, Pelagiusza, uchroniło się przed islamskim podbojem w bitwie pod Covadongą w 722r.)  postanowili przekroczyć Pireneje, za które corocznie wysyłano łupieżcze wyprawy.

Choć bitwie pod Poitiers umniejsza się znaczenia twierdząc, że pokonane tam wojska arabskie były nastawione właśnie na kolejny rajd dla plądrowania, to trudno w to wierzyć, jeśli siły muzułmańskie szacuje się na pięćdziesiąt tysięcy ludzi. Arabowie z pewnością mieli zamiar przejąć Galię na stałe. Pytanie brzmiało jedynie: kiedy? Zaś gdy w 732 r. frankijski majordom, Karol Młot, pokonał islamskie siły pod Poitiers to właśnie Europejczycy zaczęli powoli brać górę w tym konflikcie. Na pewno wreszcie udało się jedno – zahamowano arabską ekspansję w kierunku Europy.

Koniec wojen?

Choć fala islamska wreszcie trafiła na trwałą zaporę, nie oznaczało to oczywiście końca wszelkich zatargów. Z pewnością można stwierdzić, iż kolejne trzysta lat stosunków chrześcijańsko-muzułmańskich po Poitiers to okres jedynie względnego spokoju. Impet podbojów diametralnie stracił na sile z prostego powodu – wewnętrznych walk o władzę. Olbrzymi kalifat okazał się zbyt dużym państwem do sprawnego zarządzania, co kusiło miejscowe rody do przejmowania rządów na poszczególnych terenach. Pierwszym śmiałkiem okazał się Abu al-Abbas z rodu Haszymidów, który w połowie VIII w. poprowadził ze wschodniego Iranu rewoltę przeciw Umajjadom. Uzurpator wyrżnął niemalże całą panującą dynastię i przeniósł stolicę do Bagdadu. Ocalał tylko Abd ar-Rahman. Zbiegł on do Iberii i tam odłączył swój emirat od kalifatu, co zapoczątkowało rozpad imperium muzułmańskiego.

Pod koniec ósmego stulecia odłączyło się terytorium dzisiejszego Maroka, a na początku kolejnego wieku tereny dzisiejszej Algierii i Tunezji. Podzielony świat islamu nie miał już na tyle sił, by oprócz walk między sobą podbijać jeszcze nowe ziemie. Nie oznacza to wcale, że odtąd na granicach panował spokój, wręcz przeciwnie. Karol Wielki rozpoczął wyprawy za Pireneje i odzyskał dla chrześcijaństwa Katalonię. Z kolei Arabowie panowali na morzach i zajęli Baleary, Sardynię, Sycylię i Korsykę, a nawet kilka miast na Półwyspie Apenińskim. Muzułmanie byli niepokonani na Morzu Śródziemnym do czasu aż pojawili się na nim Normanowie, którzy na południu dzisiejszych Włoch i Sycylii założyli własne, chrześcijańskie państwo.

Brzdęk monet zamiast szczęku stali

To co jednak łagodziło obyczaje, było nieuniknione we wzajemnych relacjach – handel. Wojna wojną, ale wzajemna wymiana dóbr okazała się na tyle opłacalna, że czasem miecz zamieniano na sakwy z drogocennymi kruszcami. Arabowie byli zainteresowani dobrami z północy, takimi jak m.in. futra, miód i przede wszystkim niewolnicy, którzy niestety najczęściej byli pogańskimi Słowianami. Europejczycy z kolei cenili sobie luksusowe i orientalne dobra jakie mieli do zaoferowania muzułmanie. Były to chociażby rzadkie sukna (np. jedwab) czy kadzidła. Na wschodzie również sytuacja się ustabilizowała na tyle, że w X w. wznowiono ruch pątniczy do Ziemi Świętej, co było osiągalne dzięki wręcz przyjacielskim stosunkom na linii Bizancjum – Kalifat Fatymidów (nazwa od kolejnej dynastii). Zatem przez ponad trzysta lat panował względny spokój – granice się przesuwały a krew się lała, lecz jednocześnie rozpoczęto poprzez handel dialog, poznano się wzajemnie, otwarto granice na pielgrzymów i przede wszystkim zapanowała pewna równowaga sił.

Cały ten kruchy spokój zmąciło pojawienie się na arenie politycznej nowego podmiotu – Turków seldżuckich – co otworzyło w historii relacji islamsko-chrześcijańskich nową epokę.

Komentarze - Facebook

Komentarze
To Top