Wiara, Kultura i Dziedzictwo

„Dziecko we śnie” – Historia Karin Struck

Karin Struck to jedna z najbardziej niedocenianych pisarek, o jakich słyszałam. W języku polskim wyszła tylko jedna książka jej autorstwa – autobiograficzne Widzę moje dziecko we śnie. Natrafiłam na tę pozycję przypadkiem. Szara okładka zwróciła moją uwagę podczas wizyty w bibliotece. Tytuł od razu mówi wszystko – to książka o syndromie postaborcyjnym.

W młodości Karin była dobrze zapowiadającą się pisarką, związana z radykalną lewicą. Wszystko zmieniło się po tym, jak zaczęła otwarcie mówić o syndromie postaborcyjnym, z którym zmagała się latami. W mediach niemieckich była przedstawiania jako histeryczka (pewnego razu, jako gość telewizyjnego show, w reakcji na kłamstwa, powtarzane jak mantra przez pozostałe uczestniczki programu, przewróciła naczynie z wodą i ostentacyjnie opuściła studio – następnego dnia prasa niemiecka opowiadała, jak to wściekła obrończyni życia zaatakowała widownię…) i klasyczne wcielenie nazistowskiego „syndromu matki-Niemki” (to ostatnie to dlatego, że podczas jednego ze swych wystąpień, gdy mówiła o postawach przyjmowanych przez kobiety po aborcji w stosunku do swoich żyjący dzieci, opisała wygląd swego najstarszego syna – blondyna o niebieskich oczach…). Przeżyła dwa małżeństwa i urodziła czwórkę dzieci, każde z innego ojca. W pewnym momencie nawróciła się na katolicyzm, bardzo szanowała Jana Pawła II. Naszemu świętemu papieżowi poświęciła osobny rozdział do specjalnego, bo polskiego wydania Dziecka we śnie. Zmarła po ciężkiej chorobie nowotworowej, tuż przed polską premierą książki.

Na ten moment, autobiografia Karin dostępna jest jedynie w bibliotekach i przez Allegro – wydawnictwo Rafael nie planuje wznowień. To mnie strasznie smuci. Na półkach księgarni katolickich błyszczy się wiele okładek, zapraszających do refleksji nad Kulturą Życia – w tym miejscu nie można nie wspomnieć o Nieplanowanym Abby Johnson, wspomnieniach byłej dyrektorki klinki Planned Parenthood. Na rynku niemieckim tytuł Pierwszej Obrończyni Życia i Rodziny przyznaje się zwykle Gabriele Kuby, autorce zajmującej się m.in. wychowaniem seksualnym i krytyką ideologii gender. Muszę jednak przyznać, że trudno znaleźć drugą tak odważną, oryginalną, inspirującą i szczerą do bólu autorkę jak pani Struck. Jej twórczość z pewnością zasługuje na odkurzenie i ponowne odkrycie.

Książki opublikowane przez Karin Struck, Fot. Sarah Ines Struck / https://www.facebook.com/KarinStruck.de/

Książki opublikowane przez Karin Struck,
Fot. Sarah Ines Struck / https://www.facebook.com/KarinStruck.de/

Pisarka zrywa z podziałem na „prawicę” i „lewicę”. Ta sama wrażliwość, która w latach studenckich kazała jej obracać się w „czerwonych” i „zielonych” środowiskach, nie pozwoliła jej później milczeć o tragedii matek i ich nienarodzonych dzieci. Myślę, że pokochałaby papieża Franciszka – jeszcze jeden przykład na poparcie jej tezy, że sprzeciw wobec aborcji i wiara katolicka w żaden sposób nie kłócą się ani z pracą na rzecz wykluczonych ekonomicznie członków społeczeństwa, ani z walką o czystą planetę.

Odsłania hipokryzję tych, którzy głoszą prawa kobiet i robotników, jednocześnie cicho (a momentami całkiem głośno i wyraźnie…) popierając zabijanie tych najbardziej bezbronnych. Walczy w nierównym boju z „feministycznym” lobby, które macierzyństwo przedstawia jako jeden z „faszystowskich mitów”. Odważnie mówi o depresji, uzależnieniach i koszmarach – skutkach tragicznej decyzji, które w końcu ponosi matka nienarodzonego dziecka. Analizując rolę snów i rysunków kobiet po aborcji, nie boi się nawiązywać do zdobyczy „lewicowej” psychoanalizy. Innym razem, sprzeciwiając się skrajnemu feminizmowi, nawołuje mężczyzn do zaangażowania się w obronę życia – przykładem dla przyszłych ojców ma być święty papież Jan Paweł II, który, zdaniem Karin, doskonale rozumiał „te sprawy”, choć trwał w celibacie przez całe życie. Zdaniem pisarki, z obowiązku przeciwstawienia się Kulturze Śmierci nie można zwolnić nikogo – dotyczy on nie tylko osób konsekrowanych i żyjących w małżeństwie, lecz także tych o skłonnościach homoseksualnych. Fragmenty Dziecka we śnie, poświęcone chorobie nowotworowej, świadczą o dojrzałej wierze i głębokiej relacji z Chrystusem.

Widzę moje dziecko we śnie

Karin Struck nie była typem celebrytki. Wszystko wskazuje na to, że grzech aborcji, oprócz córeczki (utraconemu dzieciątku nadała imiona Miriam Leah), pozbawił ją także uśmiechu. Posępna i cyniczna, być może nawet nie potrafiłaby znaleźć radości w rozdawaniu autografów. Mam jednak wrażenie, że gdyby nie choroba nowotworowa i przedwczesna śmierć, byłaby dziś traktowana przez polskie środowisko pro-life jak prawdziwa gwiazda. Byłaby zapraszana na konferencje Obrońców Życia, tak jak Gabriele Kuby czy Mary Wagner. Szacunek i brawa, na jakie mogłaby liczyć w kraju Jana Pawła II, zrekompensowałby jej lata nagonki i oszczerstw, z jakimi spotkała się w Niemczech. Tutaj nie byłoby mowy o „zhisteryzowanej nazistce” – byłaby tylko genialna autorka, zajmująca się tematyką społeczną

Komentarze - Facebook

Komentarze
To Top