Opinie, Analizy i Wywiady

Po manifestacji w Gdańsku

Po ostatnich zajściach w Gdańsku przyszło mi na myśl, że mimo szumnych zapowiedzi nic się nie zmieniło. Dobra zmiana polega na tym, że wszystko zostaje po staremu. (Tu mam pretensje do obecnej władzy o utrzymanie ustawy 1066 i tworzenie nowych przepisów służących państwowemu aparatowi przemocy w ewentualnej walce z własnym narodem.) Trochę tę opinię zmiękczyła zapowiedź sprawdzenia poprawności postępowania policji. Jest to jednak jakiś sygnał do zmian o ile nie w mentalności, to w praktyce postępowania policji.

Fot. Piotr Drabik/Flickr

Fot. Piotr Drabik/Flickr

Jednak oprócz strony policyjno rządowej jest jeszcze strona manifestantów. I tu też niestety nic się nie zmienia. A szkoda. Może warto pomyśleć o zmianach w sposobie prowadzenia akcji ulicznych? Cały świat hybryduje, a narodowa prawica w Polsce nie. Kotrmanifestacje i blokowanie innych manifestacji, bójki z policją okazują się mało przekonujące dla reszty narodu i prowadzące do konfliktów z prawem. Po co ryzykować starcia z policją i kary więzienia skoro sytuacja w kraju tego dziś od nas nie wymaga? Czym innym było protestowanie za czasów PO i mam nadzieję, że czasy te już nigdy nie wrócą. Wtedy trzeba było iść i ryzykować. Dziś powinniśmy dążyć do zmaksymalizowania efektu przy minimalizowaniu kosztów własnych i ryzyka. Tak postępuje cały świat. Skutkiem naszych działań powinno być zwiększone, a nie zmniejszone poparcie opinii publicznej. Chyba, że komuś chodzi jedynie o czysty sport i mocniejsze przeżycia. W takim przypadku można nadal ganiać się z policjantami po ulicach. I nie ma znaczenia, po której stronie była wina, kto sprowokował zamieszki itp. Przekaz negatywny poszedł w świat i nic już tego nie zmieni. Dlaczego jednak nie pójść z duchem czasów i nieco zmienić metody działania? Na przykład zamiast blokować parady równości, przyłączyć się do nich? Co by powiedzieli zwolennicy równości, gdyby na ich pochodzie zjawili się narodowcy z transparentami mówiącymi na przykład: “To my jesteśmy równi i domagamy się równego traktowania!”? Czy zwolennicy równości zachowali by się tolerancyjnie, czy raczej wyszła by na jaw ich dwulicowość i ich zakłamanie? A funkcjonariusze, czy odważyli by się legitymować jednych uczestników demonstracji, a innych nie? Przecież to byłoby jawne pogwałcenie artykułu 32 Konstytucji, mówiącego o równym traktowaniu wszystkich.

Co najważniejsze w przypadku “podpięcia” się pod czyjąś manifestację nie trzeba rejestrować swojej, a co za tym idzie, w myśl przepisów, nie ponosi się odpowiedzialności organizacyjnej za skutki z tym związane. Ustawa wyraźnie określa, że za skutki odpowiada organizator, a nie uczestnicy demonstracji. Oczywiście, żeby była jasność za łamanie prawa każdy odpowiada osobiście. Tu nie powinno być wyjątków. Ale jeżeli na przykład miasto będzie musiało po demonstracji posprzątać, to organizator otrzyma rachunek. To tylko jeden przykład, jak można przeprowadzać takie akcje i nie wiem, czy najlepszy. Pierwszy jaki przyszedł mi do głowy. Myślę, że w większym gronie i dysponując czasem można wykombinować jeszcze lepsze rozwiązania. Nie koniecznie trzeba walczyć, aby zwyciężać. Czego patriotycznej młodzieży życzę.

Komentarze - Facebook

Komentarze
To Top