Opinie, Analizy i Wywiady

Za co my płacimy?

Po zmianie systemu media państwowe jako instytucje otrzymały od nas, czyli od społeczeństwa, cały majątek ruchomy i nieruchomy, w tym potężne tereny w centrach miast, budynki, obiekty techniczne, wyposażenie, infrastrukturę, archiwa, prawa do emisji, częstotliwości, wykształconą kadrę, i w końcu wszystkich nas, oddanych telewidzów i słuchaczy, czyli cały niemal rynek medialny. Gigantyczny kapitał początkowy, trudny wręcz do przecenienia. Prywatne radiostacje dopiero raczkowały, a prywatne telewizje nie istniały. Praktycznie zero konkurencji. Do tego co roku zasilane są wpływami z abonamentu.

W tym czasie prywatni nadawcy musieli zainwestować swoje własne pieniądze, bądź wziąć kredyty i je spłacać. Musieli zaczynać wszystko od zera. Mimo to biznes medialny był niezwykle opłacalny i pożądany do tego stopnia, że musiał być limitowany przez KRRiT. W tym samym czasie media państwowe wciąż domagały się pieniędzy. Nawet wtedy gdy TVP wybudowała super biurowiec nazwany Wieżą Babel i uruchomiła kilka nowych programów telewizyjnych, każdy program otrzymał własnego dyrektora i jego świtę, TVP wciąż twierdziła, że ma mało pieniędzy. Oddała sporą część rynku na rzecz innych nadawców i nadal domaga się pieniędzy. Wszystko tłumaczy jakąś abstrakcyjną “misją”. Fałszywe twierdzi, że na dobry teatr trzeba dużo kasy, a prawie nikt tego nie będzie oglądał. To ciekawe, bo do teatrów prywatnych mimo dużych cen biletów wciąż ustawiają się kolejki. Na dobry teatr telewizji z pewnością znalazłoby się wielu chętnych. A koszty produkcji takiego teatru wcale nie muszą być gigantyczne. Dobry program naukowy także mógłby przyciągnąć masę widzów. Najlepszym przykładem mogłaby być “Sonda 2” niestety znów rozczarowanie. Zamiast programu uczącego innego spojrzenia na świat, chęci poszukiwania wiedzy i uczenia dyskusji, wręcz sporów, otrzymaliśmy następny program wtłaczający nam z góry ustalony przekaz, zwykłą medialną papkę. Przychodzi piątkowy wieczór i znów nie ma co oglądać.

Chciałbym zrozumieć wreszcie co jest ukryte pod hasłem “misja”. Czy te nudnawe pogaduszki o sztuce i historii? Albo programy popularno-naukowe, ale wyprodukowane w latach dziewięćdziesiątych? Jeżeli tak to możemy sobie darować taką misję. O wiele więcej dla kultury od tych wszystkich wymoczków zrobił kiedyś redaktor Szczygieł. No tak, to działo się w jakiejś prywatnej stacji. Okazuje się, że stacje prywatne, nie przymuszane jakąś “misją” czasem także potrafią zrealizować jakiś program kulturalny. Od tak, same z siebie i nie zawsze z chęci zysku. A tym czasem TVP oferowało nam i wciąż oferuje na zmianę: Czterech Pancernych, Klossa, Czarne chmury, Janosika itp. Najpierw na TV Kultura, bo film to kultura, potem na TV Historia, bo przecież tacy pancerniacy to kawał historii, w TV seriale to zrozumiałe, bo przecież to seriale… i tak w kółko. I nic nie zmieni triumfalny ton wypowiedzi Kurskiego po dwóch teatrach telewizji i udanym zakupie praw do transmisji meczów piłki nożnej, albo zamianie Klossa na Bonda. To żaden sukces, że TV powróciła do normalnej, komercyjnej gry rynkowej. To jest poziom normalny, ale średni, a nie wysoki. To za co mamy płacić ten abonament? I dlaczego? Znowu… misja? Jaka misja? W TVP Info, czy rozgłośniach regionalnych? TVP Info to także zwyczajne, komercyjne bloki informacyjne, potrafiące przez cały dzień mielić wciąż jedną i tę samą informację. O propagandzie pro rządowej, bez względu na to kto rządzi, już chyba nawet nie ma co wspominać. W całym świecie programy informacyjne to dobry biznes, a nie “misja”.

Warto jeszcze poruszyć temat reklam. Wielokrotnie używano argumentu, o tym, że dzięki abonamentowi mamy o wiele mniej reklam i nieprzerywane reklamami programy w TV publicznej. Ale, czy tak na prawdę jest? Bloki reklamowe między programami rozrastają się do kilkunastominutowych, a najciekawsze programy transmitowane na żywo są dzielone na krótkie odcinki, między którymi emitowane są oczywiście… reklamy. Podobnie jest z wyodrębnieniem z bloków informacyjnych, pogody i sportu. W ten sposób omija się przepisy ograniczające TV publiczną w zakresie emisji reklam. Dobrze, że nie wpadli na pomysł rozdzielania na przykład informacji z kraju i ze świata, a po nich, oczywiście oddzielnie komentarz do spraw bieżących.

Kilka lat temu, kiedy nie było jeszcze mowy o kryzysie, a TVP oczywiście narzekała na brak pieniędzy można było usłyszeć narzekania nadawców prywatnych, że TVP wspierana przez abonament potrafi zaniżać ceny reklam, przez co psuje rynek. Ciekawy sposób na prowadzenie biznesu. Ile jest warta cena nieprzerywania reklamami filmów i programów? Ile jest warte to wszystko, co państwowe media otrzymały od nas na starcie?

Dlaczego nadawcy prywatni startując od zera, inwestując własne pieniądze, pomnażają swój kapitał, a państwowi wciąż domagają się więcej i więcej? Dlaczego mamy płacić za to, że ktoś wciska nam kit niskiej jakości, reklamy i zwykłą propagandę? Prywatne stacje robią to z chęci zysku, dla widzów jednak za darmo i jeszcze na tym zarabiają. Dla nich zyskiem jest przyciągnięcie naszej uwagi, nasza chęć oglądania, czy słuchania przeliczana na wpływy z reklam. A wy z państwowych mediów, grabiący abonamentem wszystkich jak leci, oglądających, nieoglądających i biedne staruszki, wstydu nie macie?

Komentarze - Facebook

Komentarze
To Top