Wiara, Kultura i Dziedzictwo

Aby koniec był początkiem

Umykający czas nie daje wytchnienia, i wciąż nakłania do zapomnienia. O słowach – już raz danych, o zapewnieniach powierzanych – nie sobie lecz bliskim, o wytchnieniu – aby móc pomyśleć o NIM, nie tylko przez 40 dni, które minęły i nie widać ich już tak samo, jak i malowanych jajek. Oby obietnice poprawy nie stały się tylko pustym dzbanem, i zakiełkowały miłością.

time photo

Fot. Pixabay

Któż z nas nie kocha świąt? Magii chwili, czasu otwartego na chwilę uwieczniającą Boską miłość do ludzkiego rodu. Miłość czasem mogłaby się wydawać jednostronną. Nawet ci, którzy na co dzień zalatani nie myślą o chwili wytchnienia w tych przepływających minutach myślą o czymś innym. Jedni (według przeprowadzonych badań i wywiadów osobistych) o jedzeniu, inni o rodzinie, której nie widzieli – wieki –, jeszcze inni o możliwości wypadu na narty. To ostatnie czasem na przekór, aby udowodnić, ze relaksik na łonie znanej miejscowości alpejskiej jest lepszy niż niemodna już dziś posiadówa z dziadkami. Miejsca na ogół zapełnione przez ludzi pustoszeją, w przedszkolach ostatnie dzieci czekają na rodziców. Gasną światła w pracowniach o dziwnie przedwczesnych porach, można rzec: nie ma zasad – nie ma pracy, szefa grożącego palcem – są święta. W powietrzu unosi się dziwnie delikatny zapach, trudny do sprecyzowanego nazewnictwa. Coś lekkiego, prawdziwie cudownego. Na jedną małą sekundę świat staje w miejscu, a my wraz z Jezusem przeżywamy jego męczeńską śmierć i cudowne zmartwychwstanie.

I może właśnie to unosi się w powietrzu: miłość Chrystusa do swoich nieujarzmionych owieczek… Wiecznie zbuntowanych dzieci Bożych. Czas mija i te cudowne trzy dni spędzone w rodzinnym gronie mijają równie szybko. Światła w pracowniach znów się zapalają, a dzieci w przedszkolach tańczą swój codzienny rytm dnia, razem z nami. Wielki Post dobiegł końca, a wraz z nim najczęściej nasz zapał…do wiary w cud zmiany samego siebie. Minął tydzień Miłosierdzia Bożego i nie raz i nie dwa jesteśmy tylko coraz dalej tych pięknych i cudownych słów jakie wymawialiśmy przez 40 dni, a potem przez kolejny tydzień. Budzimy się znowu w tętniącym życiem miejscu pracy, biegniemy po dzieci do szkoły, zastanawiamy się nad zmianą świata.

A czasem warto przystanąć, tak na chwilę – i rozejrzeć się dookoła własnych myśli i słów. Poklepać swojego Anioła Stróża i przysiąść się do Anioła Drogi, w spokoju uwierzyć w realność zmiany, i pomyśleć o końcu naszych spraw, jak o dobrym motywatorze tych ziemskich załatwień, aby pamiętać, że to TU, to tak naprawdę początek tego TAM.

Komentarze - Facebook

Komentarze
To Top