Opinie, Analizy i Wywiady

Byliśmy czarnym lądem

W ostatnich tygodniach niemiecka prasa zarzuciła rodaków panicznymi informacjami dotyczącymi Polski. Według relacji mediów zza Odry stajemy się krajem faszyzmu, kaczyzmu i wszystkiego najgorszego. Nie dziwie się, że nasi sąsiedzi ujadają, skoro zdobycze dwudziestopięciolecia w postaci gospodarczej kolonizacji są zagrożone.

Fot. Wikimedia Commons

Fot. Wikimedia Commons

Szczekanie niemieckich mediów

W internecie było można dostrzec euforię środowisk prawicowych po wygranych wyborach parlamentarnych. Szybko okazało się, że zwycięstwo to dopiero początek. Lewacka opozycja na pierwszym posiedzeniu Sejmu zapomniała jak prosiła o sto dni spokoju dla swojego rządu. Władza przemija, grzmiała z mównicy sejmowej była premier. Od pierwszych dni rzuciły się media rodzime i zagraniczne, chociaż rodzime wypadłoby podzielić na polskie i antypolskie. Świeżą krew poczuły instytucje obsadzone przez przedni rząd. Trybunał Konstytucyjny w sposób jawny stał się stroną w politycznej walce. Na czele pochodu demokratów stanął alimenciarz Mateusz Kijowski, który nie potrafił obronić rodziny, tonie w długach alimentacyjnych, ale chce bronić demokracji. Muszę przyznać, że gdy obserwowałem wydarzenia ostatniego miesiąca, określenie Polski jako państwa kolonialnego narzucało mi się przy każdym włączeniu telewizora. Szczekanie niemieckich mediów utwierdziło mnie w przekonaniu, że metropolia potrafi dbać o gospodarcze interesy. Historia uczy, że w skolonizowanym państwie można mieć prezydenta, parlament i przychylność społeczeństwa, ale decyzje polityczne podejmuje się gdzieś daleko poza granicami kolonii. Po rozdmuchanych skandalach, kodach i innych alimenciarzach, którzy krzyczą tak głośno, że ich wrzask odbija się poza granicami Polski, stawiam hipotezę, że na przykładzie Polski możemy wzbogacić politologię o pojęcie nowego kolonializmu.

Rządy mędrców

Krzyczeli, że nie będziemy popychadłem. Lech Wałęsa mówił, że rozda każdemu po sto milionów, będzie cud gospodarczy i będziemy drugą Japonią. Następny mędrzec, Donald Tusk przepowiadał, że się zadłużymy, pozbędziemy się złotówki i będziemy drugą Irlandią. Po dwudziestu pięciu latach rządu mędrców jesteśmy drugim Mali. Dla mnie wszystkie rządy liberalnych mędrców doprowadziły Polskę do stanu państwa położonego pośrodku czarnego lądu. Oczywiście, nie łączą nas bezpośrednie podobieństwa, jesteśmy podobni w mechanizmach sprawowania władzy i relacjach z światem. Chociaż z łatwością mogę zbudować kilka bezpośrednich podobieństw. Na przykład my jeździmy używanymi samochodami po najdroższych autostradach, oni poruszają się gratami po pisakowych drogach. Nas nie stać na lekarstwa, oni nie mają lekarstw. Mali odzyskało niepodległość, żeby po kilku latach stać się państwem autorytarnym. Polacy wyszli z komunizmu, żeby komuniści mogli uwłaszczyć się na majątku narodowym. Różnimy się tym, czym różni się postkolonia od nowego typu kolonii. Republika Mali to typowa ofiara polityki metropolii. Francja w połowie dwudziestego wieku stwierdziła, że nie musi już zapewniać opieki temu państwu. Rząd Francuski nie prowadzi szkół, szpitali, nie inwestuje, ale czerpie profity z importu taniego surowca, szczególnie uranu. Nasz kolonizator jest subtelny i do problemu podchodzi wieloaspektowo, nie tylko nas wyzyskuje, ale troszczy się o nas. Przede wszystkim mamy pracę, bo staliśmy się montownią i rezerwuarem siły roboczej. Mamy dostęp do nowych technologii i przez ostatnie lata zamiast modernizować wydobycie węgla, inwestowaliśmy w elektorowie wiatrowe. Pełnie szczęścia dopełnia fakt, że kolonizator inwestuje w naszym kraju, wykupuje firmy, szczególnie medialne i dzięki temu mamy wolność słowa.

Państwo PISIS

Republika Mali jest wyłącznie eksporterem, my jesteśmy „partnerem”. Nie ma śmiechu, w ostatnim czasie powiał wiatr zmian. Eksporter od kilku lat jest areną krwawych walk. Uaktywniła się Al-Kaida i Boko Haram, które wśród biednych warstw społecznych zwerbowały bojowników. Murzyni się zbuntowali, kilkanaście organizacji islamistycznych dążyło do obalenia demokratycznych władz. Tak jak powiedziałem wcześniej, Mali jest eksporterem taniego uranu, więc Francja nie ograniczyła się do dyplomacji, tylko od razu wysłała kontyngent z ciężkim sprzętem, który wspiera władze. Chyba średnio idzie francuzom cywilizowanie, bo ostatnio czytałem, że trwa zawieszenie broni. Do Polski Arabska Wiosna dotarła później, dodatkowo w dwóch ratach, ale w końcu się udało. Jako to określił kabaret, w Polsce do władzy doszło Państwo PISIS. Jarosław Kaczafi wprowadził rządy terroru, zaczął naprawiać państwo i to się nie spodobało kolonizatorowi. Polska jest montownią, więc kolonizator zareagował i, jak powiedział Grzegorz Schetyna, musiała zostać uruchomiona Bruksela. W te pędy Guy Verhofstat, szef frakcji liberalnych demokratów zmienił profesje z europarlamentarzysty na komentatora spraw polskich i w ostatnim czasie pisze wyłącznie o naszym kraju, Günther Oettinger zapowiedział dla Polski kataklizm. Straszył sankcjami, nadzorem i przypominało to trochę groźby Związku Sowieckiego pod kierunkiem Czechosłowacji, kiedy chcieli liberalizować ceny towarów. Kolejny reprezentant Brukseli Donald Tusk, nie wypowiedział się na temat Polski, zapomniał skąd pochodzi. Nasz kolonizator jest subtelny, nie może nas zbombardować. Więc została uruchomiona Bruksela, ale to za mało żeby przestraszyć ciemny lud, więc rozpętała się nagonka w prasie niemieckiej, która ma wywoływać poczucie oblężenia, wzburzenia świata i wizerunkowej klęski, a w efekcie ma pozbawić rząd społecznego poparcia.

Herbatka bostońska

Republika Mali jest trzecim eksporterem złota na czarnym lądzie. Posiada zasoby uranu, duże zasoby wapnia, fosforanów, duże zyski osiągali z uprawy bawełny. Walczą, ale czarno widzę przyszłość tego narodu, bo pod rządami islamistów czekają Królestwa Mali rządy krwawą ręką. Życzę temu narodowi jak najlepiej, ale w tym momencie nasze drogi się rozchodzą. Oni toczą plemienne spory, my właśnie zatopiliśmy statek z herbatą, kolonizator wysyła interwencje, ale wiemy, że roztacza się przed nami nowa nadzieja. Jeżeli rząd Beaty Szydło nie ugnie się i przeprowadzi reformę finansów publicznych to grożenie palcem, obniżanie ratingów i szczekanie mediów nie przestraszą Polaków. Dzięki uszczelnieniu systemu podatkowego przestaniemy być kolonią,  ale do pełni szczęścia nie wystarczy fiskalizm. Potrzebna jest nam polityka rozumiana jako roztropna troska o dobro wspólne. A dobro wspólne to materialny, moralny i intelektualny rozwój drugiego człowieka. W późniejszym czasie musimy obniżyć podatki od osób fizycznych. Nie dlatego, że nakazuje tak utopijny liberalizm, ale dlatego, że Polacy potrzebują gotówki w kieszeni. Dobra edukacja wymaga pieniędzy, kultura wymaga pieniędzy. Więcej pieniędzy w kieszeni to zwiększone czytelnictwo, większy udział w kulturze, dzięki czemu zaczniemy odbudować wspólnotę narodową.  Rząd jak najszybciej musi przestać wspierać ludzi kultury, którzy promują anty-wartości i antykulturę. Nawet jeżeli jakiś opornik nie będzie widział potrzeby rozwoju, to przy schabowym będziemy mu wkładać wartości do głowy. Musimy naprawić media tak, żeby realizowały misje publiczną. Już teraz rząd zrobił ważny krok w tym kierunku, ale najważniejsza jest zmiana finansowania mediów publicznych, bo dobra telewizja też wymaga pieniędzy.

Renesans

Powierzchowne zmiany nie wyrwą nas z pułapki średniego rozwoju. Możemy wydawać miliardy na innowacje, które będą finalnie lądowały u naszych sąsiadów, bo młodzi naukowcy za chwile wyjadą do Berlina. Możemy budować autostrady, mosty i koleje, ale będziemy to robić za pośrednictwem niemieckich koncernów. Nawet setki miliardów z funduszy unijnych nie wyrwą nas z pułapki średniego rozwoju, bo potrzebujemy odbudowy narodu. Szczekanie sąsiadów zza Odry utwierdziło mnie w przekonaniu, że jesteśmy kolonią nowego typu, że przez lata zostaliśmy podzieleni i zdziesiątkowani. Dzięki temu przez lata tolerowaliśmy arogancje władzy, zawłaszczanie państwa, bezkarne kręcenie lodów pod ministerialnymi stołami czy podsłuchiwanie niepokornych dziennikarzy.  To są praktyki rodem z filmu o afrykańskich dyktatorach, ale nie przeszkadzało to nam, bo byliśmy czarnym lądem. Trwało to długo, ale każda dyktatura, nawet okrągłostołowa, kiedyś upada. Musimy odbudować wspólnotę narodową i przebudować państwo, wtedy nawet po katastrofach, sankcjach, czy innych interwencjach nie będzie powrotu do kolonializmu. Mam nadzieje, że przyszedł dla nas czas renesansu.

Komentarze - Facebook

Komentarze
To Top