Opinie, Analizy i Wywiady

Paryż Moskwą zachodu?

We Francji stało się to czego można się było spodziewać. Wzrost antyislamskich nastrojów znacznie zradykalizował francuskie społeczeństwo. Skutkiem tego jest wygrana Frontu Narodowego we francuskich wyborach regionalnych. Ten wynik to poważne ostrzeżenie dla Republikanów Nicolasa Sarcozy’ego oraz dla partii Francoise’a Hollande’a przed zbliżającymi się wyborami prezydenckimi.

President of French far-right party Front national (FN) and candidate for the 2012 French presidential election, Marine Le Pen gestures as she speaks during a campaign rally on February 12, 2012, in Strasbourg, eastern France. AFP PHOTO/FREDERICK FLORIN (Photo credit should read FREDERICK FLORIN/AFP/Getty Images)

Fot. Flickr.com

Polski Ruch Narodowy przyjął te wiadomość z dość dużym entuzjazmem. Temu ugrupowaniu dziwić się nie można. Na pewno działacze Ruchu Narodowego chcieliby powtórzyć sukces Marine Le Pen i liczą na to, że antyislamskie nastroje im w tym pomogą. Czy jednak entuzjazm władz Ruchu Narodowego powinien się udzielać także pozostałym Polakom? Odpowiedź na to pytanie możemy znaleźć za naszą … wschodnią granicą. Nie od dziś wiadomo, że Władimir Putin lubi jątrzyć i wprowadzać nieporozumienia zarówno w Unii Europejskiej jak i w innych miejscach świata (Ukraina, Syria). Nie jest także tajemnicą, że prezydent Rosji ma swoich sympatyków w różnych częściach świata.  Jest tak nawet w Polsce, gdzie mocno prorosyjską partię na początku bieżącego roku założył były polityk Samoobrony Mariusz Piskorski. Partia Zmiana, bo o niej mowa, nie liczy się jednak na naszej scenie politycznej, ale dodałbym bym tu słówko „jeszcze”. Prorosyjskie partie są jednak w całej Europie. Dobrym przyjacielem Putina jest przecież np. były premier Włoch Silvio Berlusconi. Także francuski Front Narodowy daje wiele prorosyjskich sygnałów. Liderka tego ugrupowania krytykowała przecież wstrzymanie dostaw do Rosji dwóch okrętów klasy Mistral. Wcześniej Marine Le Pen postulowała także zahamowanie rozwoju Unii Europejskiej i stworzenie tzw. „paneuropejskiej” Unii, w której członkostwo miałaby Rosja. Wreszcie, wzorem włoskiej Ligi Północnej i bułgarskiej Ataki, francuski Front Narodowy przyjął pożyczkę od działającego w Moskwie First Czech Russian Bank. A nie była to pożyczka mała – 9 milionów Euro robi wrażenie. Marine Le Pen nie widziała w tej pożyczce niczego złego i tłumaczyła, że jej partia przyjęła pieniądze od Rosjan, ponieważ francuskie banki odmówiły jej kredytowania. W Polsce rok temu odbyła się podobna dyskusja, gdy Paweł Piskorski w swojej książce opisał, że Donald Tusk dla swojej ówczesnej partii, a więc Kongresu Liberalno-Demokratycznego przyjął z Niemiec niebagatelną, na tamten czas, pożyczkę w wysokości miliona marek. Niezależnie od tego, czy Paweł Piskorski mijał się z prawdą czy nie, w powszechnym odbiorze branie pożyczek z innych krajów przez partie polityczne było w Polsce skrytykowane. Francuzom taki stan rzeczy widać nie przeszkadzał.

Oczywiście, świeżo po zamachach w Paryżu, nastroje we Francji musiały się zradykalizować i wiadomo było, że ugrupowania antyislamskie będą odnotowywały wzrost poparcia. Pojawia się więc kolejne pytanie. Czy w takim razie Rosja nie skorzystała na zamachach w Paryżu? Odpowiedź na to pytanie jest niestety mało przyjemna. Widzimy przecież, że po tym jak Rosja była izolowana na arenie międzynarodowej, po tym jak zaatakowała Ukrainę, dziś Władimir Putin zaczyna wracać na europejskie salony. Rosyjskie naloty w Syrii, gdzie zamiast walczyć z Państwem Islamskim, atakują syryjską opozycję dają także bardzo wiele do myślenia. Dlaczego ISIS uderzyło we Francję, a nie uderza w Moskwę? Czy nie mamy do czynienia z cichym porozumieniem na linii Rosja-ISIS?

Faktem jest, że dzięki paryjskim zamachowym Rosja będzie miała teraz we Francji gorącego orędownika. Jeśli natomiast dojdzie do nowych zamachów w innych częściach Europy to można już z góry założyć, że do głosu zaczną dochodzić skrajnie prawicowe partie, często mające mocno prorosyjskie inklinacje.

W ubiegłym stuleciu pojawiały się opinie, że oto Moskwa staje się Paryżem wschodu. Po wczorajszym wyborach, myślę, że nie będzie nadużyciem, jak powiemy, że oto jesteśmy świadkiem rzeczy odwrotnej. Oto Paryż staje się Moskwą zachodu. Wybory prezydenckie we Francji odbędą się w roku 2017. Obym się mylił, ale wydaje mi się, że do tego czasu nie raz jeszcze usłyszymy o zamachach terrorystycznych w Europie, dokonywanych przez wojowników Państwa Islamskiego. A Władimir Putin będzie po kole zdobywał kolejne przyczółki w Europie. Na miejscu działaczy Ruchu Narodowego nie cieszyłbym się więc tak mocno z dzisiejszego sukcesu Marine Le Pen.

Komentarze - Facebook

Komentarze
To Top