Opinie, Analizy i Wywiady

Rozpaczliwe poszukiwania idola mainstreamowych mediów

Platforma się sypie. Grzegorz Schetyna otwarcie krytykuje Ewę Kopacz, inni posłowie PO zaczynają tracić nerwy i dają się łatwo wyprowadzić z równowagi jak chociażby poseł Michał Szczerba, we wczorajszej rozmowie m.in. z Marcinem Mastalerkiem. Co ma więc zrobić mainstream w tej sytuacji? Kogo poprzeć, by dobrze zadbał o interesy establishmentu?

12107072_1204460192914512_4663657214034074328_n

Fot. www.facebook.com/ZandbergAdrian

Ostatnio można było odnieść wrażenie, że mainstream ma pomysł. Natarczywa promocja ugrupowania Ryszarda Petru zaczynała przynosić efekty. Nowoczesna.PL coraz częściej w sondażach plasowała się powyżej progu wyborczego. Jak to zazwyczaj bywa z szybkimi karierami, wraz ze wzrostem notowań rośnie też liczba niepochlebnych komentarzy. Tak też było z Nowoczesną.PL. Wystarczyło kilka konferencji prasowych i już Ryszard Petru jest w świadomości Polaków tzw. „dzieckiem banków”. Jeszcze tydzień temu przypuszczałem, że Nowoczesna.PL może liczyć nawet na 15% głosów w nadchodzących wyborach. Dziś sądzę, że więcej niż 6% jednak nie będzie. Mainstream też to wyczuł, więc w niedzielę byliśmy świadkami debaty Beata Szydło – Ewa Kopacz. Debata ta miała pomóc PO wrócić na szczyt. Bardzo słabe wystąpienie pani premier przekreśliło jednak na to szanse. Dzień później Jarosław Gugała i przyjaciele przeprowadzili kolejną debatę, już w gronie 8 liderów partyjnych. Ewa Kopacz skompromitowała się jeszcze bardziej niż w niedzielę. Żałosne podrabianie Beaty Szydło wyraźnie pokazało, że PO jest w panice. Ryszard Petru wypadł równie źle. Na początku pokazał czystą kartkę, która miała być propozycjami podatkowymi Nowoczesnej.PL Potem mówił tak jakby chciał by nikt go nie zrozumiał i nie zapamiętał go z czegokolwiek. Kompromitacja Ewy Kopacz i Ryszarda Petru mocno podziałała także na Jarosława Gugałę, który podczas debaty nie jeden raz tracił nerwy. Pewnie padłby na zawał, ale objawił się nowy bohater mainstreamu. Człowiek, który wczoraj gościł w mediach częściej niż Ewa Kopacz i Beata Szydło razem wzięte. Adrian Zandberg, bo o nim mowa, to jeden z liderów lewicowej  partii Razem. Partia ta we wszystkich dotychczasowych sondażach nie przekraczała nawet 1% poparcia. Występ Adriana Zandberga na pewno jednak znacznie poprawi notowania partii Razem. Ten zadeklarowany antyfaszysta, zwolennik ogromnego opodatkowania najbogatszych niczego spektakularnego na poniedziałkowej debacie jednak nie dokonał. Miał bowiem bardzo łatwe zadanie. Partia Razem jest jedyną mało znaną partią, która zdołała zarejestrować listy w całym kraju. Adrian Zandberg był jedynym nieznanym uczestnikiem poniedziałkowej debaty. Wystarczyło tylko nie mówić niczego kontrowersyjnego i zainteresowanie opinii publicznej miał jak w banku. Według mnie na miejscu Adriana Zandberga mógłby równie dobrze stanąć kij od szczotki oblepiony jakimiś pustymi hasłami, oczywiście niekontrowersyjnymi. Gwarantuję, że też zrobiłby duże wrażenie, kto wie czy nie większe niż lider partii Razem.  Partii Razem nie można jednak odmówić jednego. Zebranie 100 tysięcy podpisów nie jest łatwym zadaniem, zwłaszcza dla partii, która dopiero się tworzy. Gdyby nie zebrane podpisy to Adriana Zandberga na poniedziałkowej debacie by nie było i mainstream miałby nie lada kłopot kogo aktywnie wspierać na kilka dni przed wyborami.

Mimo wszystko jest już chyba trochę za późno, by z partii Razem zrobić czarnego konia tych wyborów. Choćby Jarosław Gugała pracował za pięciu to nie da partii Adriana Zandberga 15%. Może uda im się wejść do Sejmu, ale to wszystko co jest w przypadku tej partii możliwe. O czym to świadczy? Odpowiedź jest prosta. Media mainstreamowe wykonują bardzo nerwowe posunięcia. Są w takiej panice, że nawet na kilka dni przed wyborami mogą zupełnie zmienić partię, którą będą popierać. Wiedzą zapewne, że PiS te wybory wygra, ale im więcej partii znajdzie się w parlamencie, tym większa szansa na to, że PiS nie będzie w stanie stworzyć stabilnej większości w Sejmie. To, że taka egzotyczna koalicja na zasadzie „wszyscy przeciw PiS” byłaby tragedią dla Polski już dziennikarzy takich jak Jarosław Gugała nie interesuje. Najważniejsza jest bowiem ciepła posadka w Polsacie czy innych mediach a nie dobro Polski. Przykre to, ale miejmy nadzieję, że usilne działania mainstreamu nie przeszkodzą w tym by po 25 października Polska miała nareszcie w pełni suwerenny rząd.

Komentarze - Facebook

Komentarze
To Top