Opinie, Analizy i Wywiady

Przepychanki na listach

Fot. Lukas Plewnia/Flickr

Za oknami gorące lato. Gorąco także wśród działaczy partyjnych. W największych formacjach trwa układanie list wyborczych i nie zawsze idzie to doskonale.

Chyba największe emocje w ostatnim czasie wzbudzają listy Platformy. Ścierają się rozmaite nurty. Jedni chcą, żeby na listach nie znaleźli się działacze, których kontrowersyjne rozmowy zostały ujawnione w wyniku nielegalnych – jak podkreślają przedstawiciele PO – nagrań. Drudzy uważają, że w zasadzie rozmowy te były konwersacjami osób zatroskanych za Polskę, a – jak powiedział jeden z nagranych – „czy osoba zgwałcona musi się tłumaczyć?” – więc wobec tego powinni otwierać listy.

Kontrowersje wystąpiły choćby na Mazowszu, gdzie za niskie – jej zdaniem – miejsce otrzymała m.in. poseł Iwona Śledzińska-Katarasińska, wobec czego w ogóle zrezygnowała ze startu. Liderem płockiej listy ma natomiast być były spin doctor PiS Michał Kamiński, który w ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego poniósł wyborczą klęskę w Lublinie. Być może mieszkańcy Płocka będą łaskawsi. Tymczasem senatorem z jednego z podwarszawskich okręgów chce zostać były wicepremier z rządu PiS-LPR-Samoobrona Roman Giertych. Prawdopodobnie z tego powodu na listę sejmową został przeniesiony dotychczasowy senator PO Łukasz Abgarowicz. Natomiast marszałek Kidawa-Błońska ma zostać przeniesiona z Warszawy w jakieś na razie bliżej niezidentyfikowane miejsce – byle jak najdalej od Ewy Kopacz, aby nie zaszkodzić wynikowi wyborczemu pani premier, bo pani marszałek w Warszawie zawsze notowała wysokie rezultaty.

Platforma przyciąga na swoje listy różne osoby. Być może pod jej szyldem wystartuje syn śp. Andrzeja Leppera – z Zachodniopomorskiego, czy byłego premiera Cimoszewicza – z Podlasia. Gorzej mogą mieć ci, którzy nie mają znanego nazwiska. W Lubuskiem na liście przygotowanej przez władze regionu ostało się tylko dwóch dotychczasowych posłów. Tą decyzję skrytykował ostatnio szef klubu parlamentarnego partii Rafał Grupiński, więc być może władze centralne listę jeszcze zmodyfikują.

Łatwo nie mają też współpracownicy pani premier Kopacz, którzy mimo zapowiedzi, nie otrzymali od regionów wysokich miejsc. Ale to też może się jeszcze zmienić po decyzji głównych władz PO. Nie wiadomo, czy dojdzie do modyfikacji list na Lubelszczyźnie. Z kandydowania w wyborach zrezygnował przewodniczący struktur partii w powiecie lubelskim ziemskim – Piotr Sawicki. To protest z powodu nieobecności na liście radnej Beaty Stepaniuk-Kuśmierzak, rekomendowanej przez Młodych Demokratów. Sawicki napisał w tej sprawie nawet list otwarty do premier Kopacz.

Nie wiadomo co z osobami, które dostały się do Sejmu z list Twojego Ruchu. Część może wystartować z list PSL, część ze Zjednoczonej Lewicy, wiadomo też, że z listy PO w okręgu 7 wystartuje poseł Marek Poznański.

Wydaje się, że spokojniej jest, jeżeli chodzi o ustalanie list PiS. Być może nie ma tu aż tak wielkiego parcia na najwyższe miejsca, bo z uwagi na prognozowany wysoki wynik partii ilość miejsc „biorących” znacznie się poszerza. Jednak liderzy „Zjednoczonej Prawicy” będą musieli „upchać” na swoich listach działaczy z różnych partii i środowisk. Najłatwiej będzie w przypadku Prawicy Rzeczypospolitej. Działecze tej formacji mają – zgodnie z zawartą umową z PiS – zagwarantowane miejsca numer 8 i start w wyborach do Senatu w 5 okręgach. Kandydaci partii Marka Jurka do Senatu zostali ogłoszeni już jakiś czas temu.  Wybrani zostali już także kandydaci na listy do Sejmu – mają być oni najpierw wysłani do władz PiS, a za jakiś czas ogłoszeni publicznie. Nieco bardziej skomplikowana kwestia może być jeżeli chodzi o działaczy Solidarnej Polski i Polski Razem. Nic nie wiadomo o tym, aby mieli oni zagwarantowane jakieś konkretne miejsca, więc wszystko zależy od bieżących ustaleń. Już wiadomo, że z ostatniego miejsca w Krakowie wystartuje Jarosław Gowin. Z tego samego miejsca chciał startować Zbigniew Ziobro, ale jak stwierdził – w wyniku dżentelmeńskiej umowy ustąpił miejsca liderowi Polski Razem.

Kontrowersje wzbudza kwestia kandydata PiS na Senatora w Toruniu. Nad startem – nawet niekoniecznie z poparciem PiS, ale jako kandydat niezależny – zastanawia się były poseł PiS, obecnie niezrzeszony – dr Zbigniew Girzyński. Jak stwierdził – na razie nie podjął ostatecznej decyzji, ale jego współpracownicy już wstępnie zaczęli zbierać podpisy poparcia dla jego kandydatury. Niedawno za pośrednictwem mediów społecznościowych poseł ujawnił treść sms-a, który ma być – jak twierdzi – rozpowszechniany w gronie toruńskich działaczy PiS: „Szanowni Państwo, przypominam, że zbieranie podpisów lub jakakolwiek agitacja dla kandydatów innych niż zgłoszonych przez Prawo i Sprawiedliwość (nawet byłych posłów z ramienia PiS) jest rażącym działaniem na szkodę partii, złamaniem Statutu i naturalna podstawą dla wykluczenia z szeregów Prawa i Sprawiedliwości. Wszystkie tego typu działania znacząco przyczynią się do słabszego wyniku PiS w wyborach. Platforma Obywatelska może zacierać ręce. Łukasz Zbonikowski”. Zobaczymy, jak ta sytuacja się rozwinie.

Mamy nadzieję, że jak poszczególne komitety już poukładają listy, a kandydaci na senatorów się zarejestrują, znajdą też czas na debaty programowe. Warto przypomnieć, że wybory powinny być de facto decyzją o tym, jaką wizję polski przyjąć, a nie kto ma ładniejsze nazwisko.

Komentarze - Facebook

To Top