Opinie, Analizy i Wywiady

Patey: Musimy pokonać syndrom narodu podbitego

– Nawet najlepsze prawo nie zastąpi wychowania obywatelskiego – podkreśla Mariusz Patey, dyrektor Instytutu im. prof. Romana Rybarskiego w wywiadzie dla naszego portalu. Rozmawiał z nim Paweł Kubala.

Sejm. Fot. Paweł Kubala

Sejm.
Fot. Paweł Kubala

– Położenie nacisku na budowanie dumy z bycia Polakiem, podniesienie samooceny, wiary we własne siły, budowa kapitału wspólnotowego zwiekszy śmiałość w stawianiu wysoko poprzeczki kandydatom na przedstawicieli narodu i władz obieralnych – podkreśla Mariusz Patey. – Oczekiwanie najwyzszych standardow winno być normą. Społeczeństwo przecież zatrudnia i jest płatnikiem sfery publicznej. To nie społeczeństwo zatem jest dla władzy ale władza dla społeczeństwa – dodaje.

Nasi czytelnicy po ostatniej debacie, jeżeli wcześniej nie zetknęli się z Instytutem im. prof. Romana Rybarskiego, pewnie zadają sobie pytanie – skąd się wzięła taka instytucja, dlaczego powstała, dlaczego jest potrzebna we współczesnej Polsce. Jak by pan odpowiedział na te pytania?

Sam pomysł dojrzewał długo, bo już w w czasach pierwszej „Solidarności” część środowisk endeckich związanych z Wojciechem Wasiutyńskim, czy Wiesławem Chrzanowskim, widziało potrzebę zwrócenia się do myśli skrzydła tzw. profesorskiego polskiej endecji. Gospodarka polska, aby się rozwijać musi odejść od socjalizmu, nie szukać jakiś trzecich dróg w duchu syndykalizmu, ale budować gospodarkę opartą o własność prywatną. Polski kapitał nie musi wiązać się z rozbudowaną własnością państwową. Odejście od monopolu jednej partii, erozja rządów autorytarnych winna prowadzić do odrodzenia Republiki, upodmiotowienia Narodu. Powinniśmy szukając swojej tożsamości po latach życia w narzuconym nam systemie, narzuconym światopoglądzie i systemie wartości a raczej antywartości zwrócić się do korzeni czyli cywilizacji łacińskiej. Niestety, w tym czasie głos tych środowisk narodowych był słabo słyszalny. W latach 80- tych utworzyliśmy organizację studencką Soli Deo. Weszła ona w skład ZChN. Niestety w tym czasie spory ideologiczne, personalne przesłoniły gospodarkę. Inicjatywę w tym obszarze przejęły środowiska liberalne. Konstatacja, że kapitał może mieć narodowość jak i państwowość była uznawana za głos ciemnogrodu.

W 2013 r. środowiska liberalne zachęcone sukcesami wyborczymi przeprowadziły zmiany w programach nauczania w praktyce ograniczające dla dużej części uczniów możliwość nauki polskiej historii współczesnej, zapoznanie się z klasyką polskiej literatury. Doprowadziło to do gwałtownych protestów, włącznie z prowadzeniem głodówek. To wtedy powstała myśl, aby powołać instytucję, która by była nie tylko kustoszem pamięci, przywracała świadomości powszechnej myśli zapomnianych polskich ekonomistów i zarazem działaczy polskiej endecji: prof. Romana Rybarskiego, prof. Edwarda Taylora i prof. Adama Heydla, ale twórczo rozwijała te wątki które naszym zdaniem są wciąż aktualne. Zaczęliśmy nieśmiało przedstawiać propozycje naszym zdaniem optymalnie odpowiadające na wyzwania przed którymi staje nasz kraj, nasz naród. W budowę Instytutu zaangażowali się między innymi: prof. SGH Sławomir Sztaba, publikujący znakomite analizy poświęcone kosztom społecznym legislacji, czy prof. Robert Jastrzębski, chłodnym okiem oceniający patologie rynku kredytowego i opcji w Polsce. Chcielibyśmy podziękować panu mgr. Skorkowi za uczestniczenie w prelekcjach przybliżających postać prof. Romana Rybarskiego, Tomaszowi Pióro, ekspertowi ds. rynku nieruchomości, a także wielu innym osobom o wolnościowej, republikańskiej ale i narodowej wrażliwości poświęcających czas pro publico bono na rzecz Instytutu. Ja koordynuję prace i reprezentuję instytut na zewnątrz.

Do czasu wrześniowego referendum pewnie będziemy świadkami wzmożonej dyskusji zwolenników i przeciwników JOW oraz zwolenników i przeciwników finansowania partii politycznych. Pan jednak uważa, że problem polskiego życia publicznego jest głębszy i nie wynika z ordynacji wyborczej. Na czym polega ten problem? Jak go rozwiązać?

Propozycje mające podnieść jakość polskiej demokracji to program zmian w wielu obszarach. Po pierwsze, potrzebne są zmiany w edukacji szkolnej, wpajanie wartości republikańskich, imponderabiliów na których opierała się nasza łacińska cywilizacja. Zasady moralne, odpowiedzialność, zdolność do poświęceń, chęć zaangażowania w pracy dla dobra wspólnego, wynosi się z domu i szkoły. Pokonanie syndromu narodu podbitego, swoistego fatalizmu niewiary, że coś od nas może zależeć, przekonanie że mamy prawo do lepszych rządów, lepszego życia i wiele od nas zależy w naszym państwie to podstawa ustroju republikańskiego. Położenie nacisku na budowanie dumy z bycia Polakiem, podniesienie samooceny, wiary we własne siły, budowa kapitału wspólnotowego zwiększy śmiałość w stawianiu wysoko poprzeczki kandydatom na przedstawicieli narodu i władz obieralnych. Oczekiwanie najwyższych standardów winno być normą. Społeczeństwo przecież zatrudnia i jest płatnikiem sfery publicznej. To nie społeczeństwo zatem jest dla władzy ale władza dla społeczeństwa. Nawet najlepsze prawo nie zastąpi wychowania obywatelskiego.

Truizmem jest twierdzenie, że konkurencja, rynek wymusza lepszą jakość usług i produktów. Rynek polityki jest w naszym kraju ułomny. W polityce pojawia się zbyt mało nowych twarzy, a klasa polityczna rządząca nami wyjałowiła się intelektualnie, nie ma pomysłów na Polskę. Prywatne ścieżki karier przesłoniły dobro wspólne. Naszym zdaniem wprowadzenie bonu wyborczego – pieniędzy podążających za wyborcą otwarłoby nieco rynek polityki, dało środki komitetom wyborczym, które uzyskały możliwość startu w wyborach. Pozwoliłoby to na opłacanie opracowań eksperckich czy wreszcie budowanie struktur. To samo tyczy się finansowania lokalnych komitetów wyborczych w wyborach do samorządów terytorialnych. Społeczeństwo, jeśli chce mieć wybór, powinno zaakceptować też pewien koszt utrzymania różnorodnego rynku polityki.

Jeżeli chodzi o JOW, wszelkie zmiany na poziomie konstytucji wymagają szczególnej rozwagi. Lepiej eksperymenty wprowadzać w mniejszej skali i to przez czas dłuższy, bo skutki odczuwalne będą w horyzoncie czasowym kilkudziesięciu lat. Proponujemy by wprowadzić konsekwentnie JOW-y w wyborach samorządowych, tam bowiem od lat pojawia się problem w tzw. dużych miastach, gdzie skomplikowana ordynacja wyborcza zniechęca do głosowania, generuje dużą liczbę nieprawidłowości. Widoczne to jest szczególnie w wyborach do sejmików wojewódzkich. Zebranie doświadczeń z samorządów pozwoli na przemyślane dostosowane do naszej, polskiej specyfiki zmiany w ordynacji wyborczej do Sejmu.

Ograniczenie kadencji na stanowiska obieralne do 3 kadencji jest ważnym postulatem, a jego przyjęcie utrudni powstawanie i umacnianie klik i nieformalnych powiązań w aparacie władzy, da możliwość rotacji elit politycznych i wciągnięcia w pracę dla kraju szerszych grup obywateli.

W Polsce brakuje ugrupowań o autentycznych mechanizmach demokracji wewnętrznej, wielostopniowych wyborów do władz organizacji jak i wysuwanie kandydatów na listy wyborcze wyłonionych w prawyborach. Takie ugrupowania na pewno zwiększyłyby atrakcyjność pracy formacyjnej, wymusiłyby też na partiach tzw. wodzowskich większą rozwagę i troskę o standardy w propozycjach wyborczych. Ostatni postulat ma tę zaletę, że nie wymaga zmian w legislacji. Wystarczy inicjatywa i chęć samoorganizacji grup obywateli.

W Pańskiej wypowiedzi podczas debaty przewinęła się również myśl o negatywnej społecznej roli mediów. Czy przemiany społeczne związane ze stworzeniem społeczeństwa obywatelskiego, o jakich pan mówi, będą możliwe, jeżeli dotychczasowy monopol tzw. mainstreamu medialnego by się utrzymał?

Niedopuszczanie do nadmiernej koncentracji kapitału na rynku mediów jest nieodzownym elementem dobrze funkcjonującej demokracji. Bez dobrze rozwiniętego, konkurencyjnego rynku mediów nie zbuduje się dobrze funkcjonującej demokracji. To IV władza informuje społeczeństwo o nieprawidłowościach, przedstawia kandydatów na polityków, zwraca uwagę na warte uwagi rozwiązania i programy.

Informacja o kandydatach, komitetach wyborczych i ich programach jest nieodzowna dla świadomego aktu wyborczego. Reklamy wyborcze dzialaja na nasze emocje ale nie niosa istotnych treści.Tabloidyzacja przekazu nie sprzyja upowszechnianiu istotnych dla wyborcy informacji. Proponuje by na stronach PKW pojawiła się taka kompletna zweryfikowana informacja o kandydatach i komitetach wyborczych.

Komentarze - Facebook

To Top