Opinie, Analizy i Wywiady

Demolujemy sitwę

Parę dni temu napisałem tekst o tym jak zniszczyć PO. Zdaje się, że zupełnie bez sensu, ponieważ PO robi wszystko by dokonać autodestrukcji. Nie trzeba robić nic, oni sami się załatwią.

Sejm. Fot. Paweł Kubala

Sejm.
Fot. Paweł Kubala

Opublikowanie materiałów prokuratury dotyczących afery podsłuchowej spowodowało paniczną reakcję środowisk zbliżonych do hochsztaplerów, złodziei i zdrajców. Całą masę komentarzy w stylu „Demolowanie demokracji” czy „Dewastowanie struktur państwa”. Stwierdzenia te są tak samo kłamliwe jak  przedwyborcze obietnice Tuska. To raczej nieświadomość, w której utrzymywani są Polacy demoluje polską demokrację, a zastrzyk wiedzy z pewnością ją wzmocni. To samo tyczy się dewastowania struktur. Prawda, która właśnie wypływa na wierzch może zdemolować struktury, ale nie państwowe, a te nielegalne i antypaństwowe. Jakieś dziwne podstołowe układziki i szemrane interesy, szwindle i podejrzane umowy ludzi polityki i biznesu.

Przy okazji dowiedzieliśmy się, że w aferze podsłuchowej niejaki Sikorski występuje jako poszkodowany. Rzeczywiście jest stratny skoro nie może już naszymi pieniędzmi płacić za drogie wina, które przecież tak bardzo lubi. Jeżeli przemnożymy ilość flaszek przez cenę to zrozumiemy jak wielką szkodę poniósł nasz reprezentacyjny laskorób (teraz ma laskę marszałkowską).

Ciekawe także były, prezentowane w TV, wywody jednego z rządowych obrońców tajności. Okazuje się, że zbyt duża ilość informacji, która dostanie się do opinii publicznej może wywrócić śledztwo! O zgrozo! Ciekawe w jaki sposób skoro sama pani rzecznik stwierdziła, że do akt mieli dostęp zarówno poszkodowani (tacy jak p. Sikorski) i oskarżeni, oraz ich reprezentanci. Mogli oni również robić fotokopie dokumentów. Ci, którzy powinni się spodziewać przesłuchań z pewnością znali treść w/w dokumentów i mogli odpowiednio wcześniej przygotować odpowiedzi. Czyli ukazanie się dokumentów na Facebooku nie mogło mieć wpływu na to co kto powie w dalszym śledztwie. Może jednak mieć wpływ na to co powie prokurator, a później sędzia. W przypadku tajności przebiegu postępowania i dokumentów pole manewru jest o wiele większe. Trudniej jest ocenić przebieg postępowania, wyrok i postawę sędziego. Tak się składa, że nasi sędziowie często mylą niezawisłość z absolutną bezkarnością i brakiem jakiegokolwiek osądu ich postępowania. W tej sprawie już wiadomo, że tak nie będzie. Oczywiście najlepszą receptę na ich postawę podano już dawno w formie pisemnej: „Nie sądź, a nie będziesz sądzonym.” – Nie każdy musi być sędzią.

W tej samej TV ekspert od bezpieczeństwa w sieci oznajmił, że sprawdzał i ustalił, iż dokumenty związane z postępowaniem prokuratorskim były umieszczone w sieci na przynajmniej kilku serwerach rozsianych po świecie, często bezpaństwowych, czasami „bezpańskich”. Okazuje się także, że akta te były znane licznym redakcjom w kraju już od dłuższego czasu. Jaki z tego wniosek? Wszelkie bajania o tajności danych osobowych i bezpieczeństwie osób to tylko pic na wodę. Władza znowu próbuje zrobić z nas idiotów. Wszystkie dane od tygodni krążą po świecie, znają je wszystkie obce służby (nie będę ich wymieniał, bo wyszedłbym na ksenofoba), a afera się robi dopiero teraz? Dlaczego? Bo prawdę znaną wszystkim obcym nacjom udostępniono Polakom! To właśnie najbardziej boli naszą władzę. Tajne dane krążące po świecie nie są żadnym problemem, żadnym zagrożeniem. Problem jest wtedy, gdy o tym dowie się polska opinia publiczna. Polacy się dowiedzieli prawdy. To dopiero jest zagrożenie, to może wywrócić postępowanie w sprawie, to demoluje układy, struktury, itp.

Jeszcze jednym przyczynkiem do samozagłady obozu rządzącego okazała się kompletna nieudolność i niewiedza służb specjalnych. Znowu służby dowiadują się jako ostatnie, z prasy, że ujawniono dane adresowe szefa ABW. Panika. Trzeba go natychmiast przeprowadzić do nowego mieszkania, bo jest zagrożony. Szanowni agenci służb, czy was doszczętnie porąbało? Zagrożony to on mógł być dwa, trzy tygodnie temu, kiedy o jego „tajnym” adresie zamieszkania (o ile wcześniej nie był znany) dowiedziały się wszystkie służby świata. Skoro przez ten czas nic mu się nie stało, to można wnioskować, że raczej nie jest aż tak ważną figurą. Chyba, że zagrożeniem dla niego nie są obce siły, a jego własny naród, który właśnie poznał jego adres zamieszkania. Tu powstaje następne pytanie: Czy sąsiedzi nie wiedzieli kto obok nich mieszka? Czy może sąsiedzi nie są zagrożeniem? Jeżeli tak, to dlaczego? Może oskarżeni w procesie nie wiedzieli jaki jest jego adres? Przecież mieli dostęp do pełnych akt. Jeżeli oskarżeni wiedzieli, to ich znajomi nie? Pytania można mnożyć i mnożyć, za każdym zadanym pojawia się następne. Wszystko to świadczy o niekompetencji polskich władz, służb i polityków, którzy kompletnie nie wiedzą co się dzieje, i co w takiej sytuacji robić. To dopiero jest przerażające.

Komentarze - Facebook

Komentarze
To Top