Opinie, Analizy i Wywiady

Kampania wyborcza niemerytoryczna, scena polityczna zabetonowana

Generalnie ostatnimi czasy kampanie są prowadzone przez specjalistów od kreowania wizerunku i prawdę mówiąc, niewiele związku mają one z merytorycznością. Kampanie prezydenckie, szczególnie w Polsce, żeby były ciekawe, są w sztuczny sposób podkręcane poprzez stwarzanie iluzorycznych podziałów i konfliktów, a tak właściwie, bardzo często poglądy poszczególnych kandydatów są zbliżone do siebie – mówi dr Przemysław Wójtowicz, politolog, wykładowca Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, w wypowiedzi dla naszego portalu.

Fot. Henryk Kotowski/Wikimedia Commons

Fot. Henryk Kotowski/Wikimedia Commons

Właściwie trzeba powiedzieć, że nie poglądy decydują o wyborze prezydenta w Polsce. Ostatnimi czasy, również do Polski, w bardzo mocny sposób weszli profesjonalni spece związani z kreowaniem wizerunków politycznych i oni pracują w ten sposób nad swoimi mocodawcami, żeby jak najbardziej dopasować się do gustów społeczeństwa polskiego, tym samym zapewnić danemu kandydatowi zwycięstwo. Sprawy merytoryczne zeszły na plan dalszy – podkreśla.

Dr Wójtowicz zwraca uwagę na to, że polska scena polityczna jest „zabetonowana”. – Wydaje mi się, że to zabetonowanie będzie trwało nadal – dodaje. – Ordynacja proporcjonalna według metody d’Hondta, którą teraz mamy, utrwala system polityczny. Metoda d’Hondta sprzyja zawsze ugrupowaniom największym, a to automatycznie powoduje, że dwie główne siły polityczne – obecnie jest to Platforma i PiS – korzystają. One zawsze są bardzo dowartościowane tym przelicznikiem – stwierdza. Jednocześnie zwraca uwagę na to, że rozwiązanie proponowane przez Pawła Kukiza (JOW – Jednomandatowe Okręgi Wyborcze) wcale nie musi być lekiem uzdrawiającym polski system wyborczy. – To nie jest tak, że obecny system wyborczy jest zły. Wielokrotnie udowadniałem studentom, że ordynacja proporcjonalna z technicznego punktu widzenia jest bardziej sprawiedliwa, niż ordynacja większościowa. Ordynacja taka, jaka panuje w państwach anglosaskich, często sprawia, że wynik wyborczy nie jest realnym odzwierciedleniem preferencji politycznych społeczeństwa. Tę korektę, że te proporcje będą podobne, daje tylko ordynacja proporcjonalna. Ordynacja większościowa w pewnych sytuacjach potrafi nawet zmienić wynik wyborczy w ten sposób, że wygrywa opcja polityczna, która ma mniejsze poparcie w społeczeństwie – tłumaczy.

Zdaniem dr Wójtowicza kluczem do sukcesu w obecnej sytuacji politycznej w Polsce jest wystawienie danego kandydata przez jedną z wiodących sił politycznych. – Jak wiemy, scena polityczna w Polsce generalnie od mniej więcej dwudziestu-kilku lat nie zmienia się. W większości przypadków są to te same osoby. Mimo, że partie formalnie zmieniają się, mają nowe nazwy, za tymi partiami kryje się ta sama grupa ludzi, niektórzy wręcz złośliwie mówią, że ta sama klika – stwierdza. – Najistotniejszym w tej chwili jest to, żeby należeć do tzw. establishmentu politycznego, na tyle się spodobać establishmentowi politycznemu, żeby wysunął daną kandydaturę – ocenia.

Z bardzo dużą uwagą obserwuję kampanię Pawła Kukiza. Jest to kampania alternatywna w stosunku do tych kandydatów, którzy są popierani przez wiodące środowiska polityczne, całkowicie antysystemowa. I to taki pewien ciekawy, jeden z niewielu ciekawych smaczków tej dosyć nudnej kampanii wyborczej – mówi. – Establishment polityczny nie wysunął swoich oczywistych liderów na pierwszy plan, ale bardzo często sięgnął po tak zwane świeże twarze. Ale zauważmy, że robi to cały czas establishment polityczny, czyli te twarze mają tzw. plecy, które nimi kierują. Tutaj pojawia się pytanie – czy ewentualnie, jakby ktoś z tych nowych twarzy został wybrany na prezydenta, czy on będzie samodzielną figurą polityczną, czy też za to, że ktoś go tak mocno wspierał i go wręcz wystawił na wybór, będzie musiał składać dowody wdzięczności? – zwraca uwagę.

Dr Wójtowicz zwrócił uwagę również na Magdalenę Ogórek i Adama Jarubasa. – Dwie różne kandydatury. Jedna podkreśla swoją wręcz opozycyjność w stosunku do środowiska, które ją formalnie wystawiło i popiera – mam tu na myśli panią Ogórek i SLD. Natomiast pan Jarubas jest wieloletnim członkiem partii o mocnej pozycji regionalnej – stwierdza. Podkreśla, że jego zdaniem Magdalena Ogórek celowo zaznacza swoją apolityczność. – Wydaje mi się, że ona swojej roli w polityce nie widzi. Raczej w środowisku biznesowym, ewentualnie medialnym. Upolitycznienie i mocne przywiązanie do jakiegoś środowiska, w biznesie i w mediach może przeszkadzać i ona to wie, ona to czuje, dlatego podkreśla tą swoją apolityczność myśląc perspektywicznie o swojej karierze – tak to odbieram – mówi. – Natomiast pan Jarubas nie jest niezależny. On wie, że jego przyszłość polityczna jest związana z PSL-em. On jest silnie ukorzeniony partyjnie. Dzięki tej kampanii stał się wśród Polaków powszechnie kojarzony. Wydaje mi się, że jego zamiarem było wypłynięcie w tym zabetonowanym PSL-u ponad twarze liderów, którzy bardzo często zaczynali swoją działalność polityczną jeszcze w latach 80. w ZSL-u. Myślę, że będzie on w dalszej perspektywie celował w jakieś stanowiska polityczne. Być może nie na gruncie polityki samorządowej, bo tam osiągnął już chyba wszystko. On chce wypłynąć na wody ogólnopolskie – ocenia.

Dr Wójtowicz podkreśla, że w zasadzie każdy kandydat zyskał podczas trwania obecnej kampanii. – Nawet taki egzotyczny kandydat, jak wystawiany przez środowiska narodowe Marian Kowalski, osoba całkowicie anonimowa. Dzięki kampanii prezydenckiej nie stał się tak rozpoznawalny jak Adam Jarubas, mimo tego część osób po raz pierwszy o nim usłyszała i zdaje się, że o to tylko mu chodziło – zauważa. Zwraca również uwagę na pewien niedosyt w przypadku kampanii Grzegorza Brauna. – Nie wykorzystał swojej szansy na większe wypromowanie się dzięki kampanii. Oczywiście jest bardzo znany w środowisku prawicowym, ale chyba nie wykorzystał szansy, żeby szerzej utrwalić się w świadomości społecznej. Można odczuć niedosyt. Pan Braun ma właściwe predyspozycje, nie boi się kamer, lubi mówić, jest ostry – podkreśla.

A co z drugą turą? – Szanse są. Nie wiemy, ile osób pójdzie do urn wyborczych. W Polsce jest z tym problem – podkreśla politolog. – Wszystko na to wskazuje, że jeśli dojdzie do II tury to zmierzą się w niej obecny prezydent z kandydatem Prawa i Sprawiedliwości. Inne starcie w II turze byłoby olbrzymią niespodzianką – stwierdza. Kto wyszedłby z ewentualnej II tury zwycięsko? – Niczego nie przesądzam. Gdy jest starcie dwóch na dwóch, dochodzi do maksymalnej mobilizacji i polaryzacji elektoratów. Wówczas dużo zależy od tego, jakie haki będą na siebie wyciągać poszczególni kandydaci – podkreśla dr Przemysław Wójtowicz.

Komentarze - Facebook

Komentarze
To Top