Opinie, Analizy i Wywiady

Juncker jak Korwin-Mikke. Jemu wolno?

Fot. YouTube

W ostatnim tygodniu miały miejsce dwa z pozoru niełączące się ze sobą wydarzenia. Odebranie immunitetu posłowi do PE Januszowi Korwin-Mikkemu za spoliczkowania posła do PE Michała Boniego, a także spoliczkowanie węgierskiego premiera Wiktora Orbana przez przewodniczącego KE Jeana-Claude Junckera. Dwa podobne wydarzenia, a tak różnie przedstawione w mediach.

Kiedy Janusz Korwin-Mikke uderzył w policzek Michała Boniego, niemal natychmiast pojawiły się czerwone i żółte paski i pełne oburzenia głosy w mediach. Mainstreamowe stacje telewizyjne postanowiły zbojkotować polityka. Nieczęsto zdarza mi się go bronić, często natomiast mam okazję się z nim nie zgadzać, jednak wtedy odniosłem wrażenie, że reakcja mediów i polityków była co najmniej przesadzona.

A jaka była reakcja mediów po uderzeniu w policzek premiera Węgier przez szefa Komisji Europejskiej w ubiegłym tygodniu na szczycie Partnerstwa Wschodniego w Rydze? Niemal niezauważalna. Media „od lewa do prawa” wspomniały jedynie o tym, że doszło do „nietypowej sytuacji” i, że Juncker „zażartował sobie” z Orbana.

Skoro nawet ja, który wielokrotnie polemizował ze słowami Korwin-Mikkego (np. na temat kary śmierci), widzę, że coś jest nie tak, to pokazuje poziom współczesnej polityki. Nie ważne jest uderzenie w policzek. Ważne kto uderzy i kogo. Janusz Korwin-Mikke nieszczęśliwie nie jest szefem Komisji Europejskiej, a Michał Boni premierem państwa idącego pod prąd unijnego mainstreamu.

Uważam, że albo każdy powinien mieć prawo uderzyć w policzek kogoś, z kim się nie zgadza, albo nikt. Nie może być tak, jak teraz, że jednym Unia pozwala, innym nie.

Poniżej filmik z całego zajścia. Na koniec zacytuję tylko komentarz do tego z Twittera: „gimbaza z Luxemburga”.

Komentarze - Facebook

Komentarze
To Top