Opinie, Analizy i Wywiady

Kandydatur wiele, a prezydent jeden

Fot. Henryk Kotowski/Wikimedia Commons

Przedłuża się lista osób, które chciałyby zostać prezydentem RP. Na początek mocniej wystartowali kandydaci określający się jako prawicowi, teraz dochodzą kolejni z lewicy. Już w marcu ta lista jednak się trochę skróci, ponieważ nie wszystkim uda się zebrać 100 tys. podpisów.

Prezydent Bronisław Komorowski wystartował z wysokiego pułapu. Początkowo jego sondażowe wyniki oscylowały wokół 60-70%. To wzmogło arogancję i butę jego samego, oraz jego współpracowników, którzy doszli do wniosku, że Komorowski nie ma z kim przegrać. Myślę, że w maju, na końcu wyborczego wyścigu zamelduje się z poparciem rzędu 30-40%.

Największa partia opozycyjna już pod koniec ubiegłego roku zaczęła przygotowywać Andrzeja Dudę do startu w wyborach prezydenckich. Patrząc od strony stricte marketingowej to zarówno jego konwencja, jak i dalsze prowadzenie kampanii, jest czerpaniem wzorców z ojczyzny marketingu politycznego – USA. No i kandydat „zjednoczonej prawicy”, jak chce się nazywać to środowisko, dużo na tym zyskuje. Odwrotnie, niż obecny prezydent, ma w sondażach tendencję zwyżkową. Oficjalnie poparły go PiS Jarosława Kaczyńskiego i Stronnictwo „Piast” Zdzisława Podkańskiego. Na jego konwencji pojawili się też liderzy Polski Razem i Solidarnej Polski – Jarosław Gowin i Zbigniew Ziobro. Szanse Dudy w majowych wyborach oceniam na 25-40%.

W kolejnych wyborach prezydenckich nie mogło zabraknąć oczywiście Janusza Korwin-Mikkego, który nie kandydował jedynie w 1990 roku, z powodu niezebrania odpowiedniej ilości podpisów. Po wyborczym sukcesie w ubiegłym roku jego sympatycy liczą na dobry wynik swojego lidera. Problem w tym, że jedną z głównych przyczyn tamtego sukcesu była niebywale niska frekwencja. Jeżeli lider partii KORWiN liczy na wynik zbliżony do tego, jaki osiągnęła jego, była już formacja, musi zachęcić do siebie kilka razy więcej wyborców. Nie dziwi więc, że dąży do poszerzenia swojego elektoratu, co było praprzyczyną odejścia z KNP. Korwin-Mikke pojawił się w tym roku choćby na kongresie rolniczego OPZZ. Na kongresie partii KORWiN, oprócz ogromnej rzeszy przedsiębiorców i studentów, wśród lokalnych liderów formacji pojawili się choćby rolnik, ale także przedstawiciel Polonii. Zobaczymy, co z tego szerszego bloku wyjdzie. Moim zdaniem starczy to na 3-5%.

Swojego kandydata chciałaby mieć też była partia Korwin-Mikkego, KNP. Jej przedstawiciel, Jacek Wilk próbuje przekonać siebie elektoraty KNP, KORWiN-u, czy RN. Myślę jednak, że jego wyborcza walka zakończy się przedwcześnie, ponieważ struktury KNP zostały poważnie uszczuplone i nie sądzę, żeby udało im się zebrać 100 tys. podpisów.

Kolejnym kandydatem, którego światopoglądowo można by było przyporządkować razem z dwoma wcześniejszymi, jest Grzegorz Braun. Reżyser, skłoniony do startu przez swoich sympatyków, liczy na przekonanie do siebie ludzi nastawionych zdecydowanie antysystemowo. Nie ukrywa, że jest monarchistą. Bardzo mocno obserwuję jego działania i liczę na to, że wystartuje w tych wyborach, bo uważam, że jak największa ilość różnorodnych kandydatów, zwiększy frekwencję wyborczą, a dzięki temu mniejszą moc będą miały głosy podległych rządowi urzędników, członków PO i PSL oraz ich rodzin. Obawiam się jednak, że sympatyków Grzegorza Brauna jest zbyt mało, aby zebrać 100 tys. podpisów i nie wystartuje on w najbliższych wyborach.

Innym z antysystemowych kandydatów, podobnie jak Grzegorz Braun, będącym także bezpartyjnym, jest Paweł Kukiz. W jego przypadku, dochodzą do mnie głosy, że zbieranie podpisów jego sympatykom idzie bardzo dobrze i nie powinno być z tym najmniejszego problemu. Kukiza wspiera środowisko JOW oraz śląsko-dąbrowska Solidarność. Myślę, że z racji swojego wyrazistego charakteru i bezpartyjności (co podoba się wielu osobom, choć ja akurat mam inne zdanie na ten temat), może liczyć na wynik rzędu 4-10%.

Niezależną kandydatką, ale z ramienia SLD, chce być natomiast Magdalena Ogórek. Zarówno ja, jak i sami działacze postkomunistycznej partii, dobrze wiedzą, że ta kandydatura pasuje do nich jak pięść do nosa. Portal 300polityka.pl informował ostatnio, że mało kto w SLD chce zbierać podpisy pod jej kandydaturą. Mowa jest o tym, że będzie to max. 150 tys. podpisów. Myślę, że będzie ich znacznie mniej i SLD, podobnie jak przed dziesięcioma laty, pozostanie bez swojego kandydata. Patrząc na atmosferę, jaka panuje wokół kandydatury Ogórek, sądzę, że nie uda się jej zebrać 100 tys. podpisów i będzie to ciosem, może śmiertelnym dla partii Leszka Millera.

Na lewicy jednak kandydatur nie brakuje. Prezydentem chce zostać choćby Janusz Palikot, który na tą okazję przywdziewa kolejną maskę. Dla mnie i dla wielu osób jest zerem i myślę, że taki też będzie jego wynik – 0%.

Na kogo więc zagłosuje elektorat lewicy? Mają 3 opcje, mniej lub bardziej kobiece. Chodzi o Wandę Nowicką (UP), Annę Grodzką (Zieloni) i Iwonę Piątek (Partia Kobiet). Myślę, że dwie pierwsze zbiorą wymagane 100 tys. podpisów. Obu daję szansę na 0-4% głosów.

Nie mógłbym jednak zapomnieć o kandydacie najbardziej zielonym z zielonych i najbardziej ludowym z wszystkich. Chodzi o Adama Jarubasa z PSL. Biorąc pod uwagę wynik PSL w ostatnich wyborach samorządowych, a także dużą popularność kandydata w Świętokrzyskiem, myślę, że zanotuje poparcie na poziomie 10-35%.

Kartę wyborczą uzupełni zapewne jeszcze „silny człowiek na trudne czasy”, czyli Marian Kowalski z RN. Myślę, że w wyborach prezydenckich zanotuje wynik na poziomie wyników swojej formacji, tj. 1-2%.  O pozostałych kandydatach na kandydatów na razie nie będę się więcej rozpisywał. Jeżeli uda im się zebrać 100 tys. podpisów to zapewne zanotują wynik 0-1%.

Komentarze - Facebook

Komentarze
To Top